Przejdź do głównej zawartości

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

  1. Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę się tylko na zjazdach i ludzi z którymi pracuję to właściwie nie mam znajomych takich żeby iść z nimi ot na przykład na piwo.)
  2. Zacznę się z kimś spotykać. Cóż to, że się boję nie znaczy, że chcę być całe życie sama...
  3. Częściej zaglądać tutaj. Już nie powiem, że regularnie bo to nie jest akurat realne, ale stanowczo 6 (serio, policzyłam) postów na rok mnie nie satysfakcjonuje. 
  4. Pojechać na koncert Plateau- kiedyś obiecałam sobie, że będę raz do roku na koncercie, a tu ostatni raz widzieliśmy się we wrześniu 2015.
  5. Iść na "Hotel Transylvania 3". Może to głupie ale pierwsze dwie części uwielbiam ;D
  6. Jeździć nad morze. Pociągiem do Międzyzdrojów to tylko niecałe 2 godzinki jazdy- rzut beretem, a po tegorocznym jednodniowym wyjeździe zauważyłam, że świetnie mi to na mózg robi- nic tak mnie nie wyciszyło jak spacer po prawie pustej listopadowej plaży. Fakt, że jak mi się rybki zachciało to w restauracji Rafa zostawiłam 60  złotych za cały obiad razem z zupą, herbatą i dodatkami do owej rybki, ale to były dobrze wydane pieniądze. Bo jak uwielbiam North Fish to Rafa nie ma sobie równych póki co <3
Chyba to tyle z moich celów 2.18. nie jest tego dużo, ale nie ilość, a jakość się liczy. Wiem, że może inni mają bardziej ambitne cele, ale jak to mówi klasyk "To jest miś na skalę naszych możliwości". 

A teraz całuję Was w czółka i idę spać bo dzisiaj jest ostatni dzień mojego urlopu i trzeba wrócić na dziki zachód.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tak będzie lepiej już to wiem...

Nie rozpieszczam Was postami, nie ma co... ostatni post był w... lutym. Cóż pozostawię to bez komentarza.
Sporo się od tego czasu u mnie zmieniło. Zakończyłam swoją przygodę z przedszkolem. Zaczęłam przygodę ze szkołą, którą też niebawem zamierzam zakończyć (na szczęście). O powodach dla których nie zamierzam kontynuować współpracy w miejscu, w którym pracuję obecnie napiszę kiedy indziej, bo wiecie jak jest... ale na samą myśl o poniedziałku chce mi się wyć.
A co tam jeszcze poza tym?
W sumie bez zmian, dalej jestem no-lifem. ale wiecie co? Zaczęłam to cholera doceniać.
Bo wiecie co odkryłam dzięki zajęciom z psychologii klinicznej (tak, dalej studiuję tu gdzie studiowałam) i książce dr Sandi Mann "Psychologia od środka. Nauka badająca stan umysłu", że jestem jedną z osób, które mają osobowość unikającą, która charakteryzuje się trudnościami w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalny…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …