Bawię się świetnie...

...czyli krótka lekcja jak podnieść poziom zadowolenia z życia i zmniejszyć ilość życiowych rozczarowań.

  1. Jeśli jest coś na czym Ci zależy nie nastawiaj się na to
    Sama się przekonałam, że jeśli mocno mi zależy na czymś to z pewnością coś nie wypali. Nawet jeśli nie zawali się cały plan to coś pójdzie nie tak.
  2. Umiesz liczyć- licz na siebie.
    Prawda stara jak świat, niby ją znam od zawsze, ale jej sedno za każdy razem jak coś się zawali dociera do mnie od nowa. I jeszcze raz... i kolejny
  3. Bądź egoistą!
    Dawka zdrowego egoizmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. I żeby nie było- nie namawiam tu do zostania narcyzem, co to to nie, ale postaw się w centrum choć raz na jakiś czas bądź sam dla siebie najważniejszy, najlepszy najwspanialszy. I choć trudno w to uwierzyć patrząc na mnie wciąż się tego uczę. Z powodu czegoś co nazywam na swój prywatny użytek "moim małym borderline" moja samoocena jest ogólnie niska dość, a w momentach kryzysowych spada do poziomu -nieskończoność do sześcianu. Co prawda nikt mnie jeszcze w takim stanie nie widział bo dopóki nie mogę się znaleźć we własnym zaciszu chowam kryzys w sobie, ale uwierzcie mi to nie jest miły widok.
  4. Nie oglądaj się innych- rób to co Ty uważasz za słuszne
    Niech Twoje decyzje będą naprawdę Twoje. Zaufaj swoim odczuciom niezależnie od tego co inni o tym myślą
  5. Nie bądź wyrywny.
    Pamiętaj, że jak wyrwiesz się z jakimś pomysłem i coś nie wyjdzie to rozczarowanie jest wprost proporcjonalne do stopnia w jakim Ci zależy. Dlatego czasami lepiej zweryfikować pomysł w taki sposób żeby móc go zrealizować bez uczestnictwa osób trzecich.
  6. Udowodnij sobie (i innym przy okazji), że potrafisz osiągnąć cel sam i świetnie się przy tym bawić.
    Cóż nie ma tu co dodawać.
  7. Uprzyjemniaj sobie sam życie
    Nikt tak jak Ty sam nie wie co sprawia Ci przyjemność. Myślę, że jesteś w tej kwestii ekspertem i na tym polegaj, bo nikt nie sprawi Ci takiej przyjemności jak ty sam (no dobra tu jest jedne wyjątek, ale co ja tam jako osoba bez życia mogę o tych sprawach wiedzieć). Nie czekaj aż ktoś pomyśli że byłoby Ci miło gdyby coś tam. A chodzenie samotnie na koncert czy do kina to naprawdę nie jest żadna ujma, a nawet powiedziałabym, że ma to swoje uroki.
Cóż marny ze mnie coach (paskudne słowo), ale te 7 kroków to coś co chciałabym osiągnąć w swoim życiu, a niestety z powodu moich "Demonów" nie jest to łatwe. I zaznaczam od razu, że wbrew temu co się może niektórym wydawać nie ma tu żadnych wycieczek osobistych- moje przemyślenia są sumą 21 lat doświadczenia na różnych frontach

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marusia i reszta świata...

Niby-nóżka niby-mózg