Przejdź do głównej zawartości

A świstak siedzi...

Ach! Jak dawno mnie tu nie było... od kwietnia jakoś? Długo,
A w tym czasie tyle się przecież wydarzyło.
Ale po kolei streszczę Wam co u mnie.
1. Był czas, że myślałam, że poznałam Kogoś... wiecie jak to jest... no i skończyło się na tym, że mi się wydawało. A uświadomiłam to sobie w momencie, kiedy nie mogłam sobie przypomnieć jak On ma na imię. Przykre... albo i nie!
2. Ten, o którym pisałam wiosną, dalej (chyba niestety) jest. I w sumie chciałabym to zakończyć, ale brakuje mi odwagi i pomysłu jak to zrobić w delikatny, ale i stanowczy sposób... chyba w końcu wykorzystam TĄ piosenkę.
3. Kawałek lipca i cały sierpień spędziłam w Niderlandach. Na totalnym zadupiu.  I cóż że było ono dość urocze, skoro w mieszkaniu dostałam alergii na pleśń i wilgoć, do pracy (a niech tą fabrykę kanapek piekło pochłonie) miałam 2,5 km piechotą (niezależnie od pogody)  a najbliższy sklep był w niemieckim Gronau (Westfalia) ponad 3,5 km od domu i to w przeciwną stronę niż Losser, w którym pracowałam (tam do sklepu jeszcze dalej było, bo zakład był na obrzeżach miasteczka). Nie powiem bo zarobiłam trochę, ale więcej  na "wczasy" z Agencja Pracy T&S się nie piszę!
4. W związku z tym, że udało mi się na saksach zarobić trochę "ojro" wyimeniłam Hansa na nowszy model. Teraz pisze do Was z Leona. Leon to Lenovo B50-80 (tak- laptop. Piszę do Was z PKSu) i to jest pozytywny aspekt tej historii z pracą zagranicą.
5. Po powrocie do Polski miałam kilka dni lajtu i szaleństwa zakupowego u Siostry w Szczecinie. Potem niestety szara rzeczywistość Elbląga i okolic- poprawka w kampanii wrześniowej (na 4 zaliczyłam) i praktyki- w szkole (nigdy więcej! i nawet /nie powiem w jakiej szkole to było) i w przedszkolu (tu już sympatycznie. Przedszkole nr 19 w Elblągu wymiata!)

A teraz wróciłam na uczelnę. Został mi rok. I chciałabym (nie mogę tego obiecać) żeby udało mi się ten rok spędzić razem z Wami też choć trochę tutaj!

Wasza,
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…