Przejdź do głównej zawartości

Tylko księżyc może równać się z tobą...

Wiecie, ostatnio zaczęłam dorastać.
Oczywiście nie znaczy to, że pozbędę się mieszkającego we mnie dziecka. Zaczęłam dorastać w nieco innym obszarze mojego życia.

Może to co teraz piszę wydać się Wam bełkotem i czymś średnio zrozumiałym, ale to wbrew pozorom jest bardzo proste.

Czuję, że dojrzewam do podejmowania ważnych i wiążących decyzji. Między innymi dotyczących kwestii relacji damsko-męskich z rodzaju tych głębokich. Wiem już, że takich decyzji nie chcę podejmować pochopnie, pod wpływem momentu. A przynajmniej nie na etapie życia w którym się znajduję. Dlaczego, zapytacie. Cóż było kilka nieprzemyślanych kroków, które zrobiłam pod wpływem nastroju i do dzisiaj ich żałuję. Choć nie były to może sprawy tak poważne jak wejście w związek (mówcie co chcecie, ale związek z drugim człowiekiem jest czymś poważnym) to jednak mają wyraźne odbicie na przykład w tym czego się boję. Nie będę Was tutaj zanudzać historyjkami na ten temat, ale kilka takich sytuacji było.

Może Was zdziwić to, że ja, która jakiś czas temu pisała, że boi się zobowiązującego klimatu Walentynek pisze teraz o angażowaniu się w związek.
Nie będę szkliła. Spotkałam całkiem niedawno na swojej drodze pewnego człowieka, który skłonił mnie do zastanowienia się nad sobą. I ja się zastanawiam. Jeszcze jakiś czas temu potrafiłabym pewnie udzielić odpowiedzi w pięć sekund. Jednak tym razem coś mnie powstrzymało przed pochopnym odpowiadaniem na ważne pytania. Oczywiście powiedziałam, że muszę dojrzeć do odpowiedzi i wiem, że to była właściwa decyzja. Wiecie czemu? Bo zrozumiał i uszanował to.

Nie wiem kiedy będę na etapie udzielania odpowiedzi, ale wiem, że decyzja, którą wtedy podejmę będzie tą najlepszą jaką mogłam podjąć może w całym swoim życiu, ponieważ ta decyzja będzie z każdym dniem się we mnie utwierdzać. A kiedy przyjdzie czas gdy dojrzeje nawet słowa nie będą potrzebne.

Na razie jestem zawieszona między Niebem i Ziemią. A może nawet nieco bliżej mam do Nieba... i do krzyczących żurawi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tak będzie lepiej już to wiem...

Nie rozpieszczam Was postami, nie ma co... ostatni post był w... lutym. Cóż pozostawię to bez komentarza.
Sporo się od tego czasu u mnie zmieniło. Zakończyłam swoją przygodę z przedszkolem. Zaczęłam przygodę ze szkołą, którą też niebawem zamierzam zakończyć (na szczęście). O powodach dla których nie zamierzam kontynuować współpracy w miejscu, w którym pracuję obecnie napiszę kiedy indziej, bo wiecie jak jest... ale na samą myśl o poniedziałku chce mi się wyć.
A co tam jeszcze poza tym?
W sumie bez zmian, dalej jestem no-lifem. ale wiecie co? Zaczęłam to cholera doceniać.
Bo wiecie co odkryłam dzięki zajęciom z psychologii klinicznej (tak, dalej studiuję tu gdzie studiowałam) i książce dr Sandi Mann "Psychologia od środka. Nauka badająca stan umysłu", że jestem jedną z osób, które mają osobowość unikającą, która charakteryzuje się trudnościami w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalny…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …

נולדתי לשלום

Dzisiaj zacznę piosenką... nieprzypadkową... zanim przejdziesz dalej posłuchaj... wiem, że na 99% nie rozumiesz tekstu bo jest po hebrajsku, ale później Ci to wytłumaczę. Obcuję.



Jak wiesz, albo zauważyłeś nie wypowiadam się na tematy związane z polityką. Raz kłóci się to z moim osobistym ja, które nawet jeśli ma jakieś poglądy dotyczące religii i polityki to nie wdaje się w dyskusje na ten temat z NIKIM, nawet z rodziną, a dwa, trochę z racji wykonywanego zawodu, bo pamiętam jak na studiach licencjackich wykładowczyni powiedziała nam, że nauczyciel nie powinien obnosić się ze swoimi poglądami na te tematy (z czym całkowicie się zgadzam, zresztą gdybym miała dzieci też nie chciałabym, żeby nauczyciel je indoktrynował w tym względzie).

Ale dzisiaj chcąc nie chcąc zahaczę nieco o politykę, bo trudno nie zawadzić.
Wczoraj w Gdańsku wydarzyła się tragedia. Co tu kryć nawet mnie, osobę, która dość chłodnym okiem patrzy na świat i to co się w nim dzieje, to mocno poruszyło. Już samo to, że …