nie jesteś Bogiem, bądź więc sobą...

Byłam dzisiaj w liceum, które skończyłam dwa lata temu. Lubię tam wracać ;)

I tak rozmawiałam sobie z Panią P. na różne tematy i tak mi się nasunęła o szacunku.

Zarówno mi jak i zapewne Wam wmawiano bezwarunkowy szacunek do nauczyciela (nie pedagoga! bo NIE KAŻDY NAUCZYCIEL JEST PEDAGOGIEM, A NIE KAŻDY PEDAGOG NAUCZYCIELEM). Tego, "pana życia i śmierci".
Szkoda tylko, że nauczyciel wymagając od ucznia szacunku sam bardzo często do nie ma dla swojego wychowanka.

Za półtorej roku będę nauczycielką. Moją specjalnością będzie edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna. Teraz mam w ramach programu studiów praktyki w szkole i przedszkolu.

Już nawet czteroletnie dziecko, chociaż nie wie co to jest szacunek, czuje czy wychowawca traktuje je poważnie i z życzliwością, czy lekceważy i przebywa z nim z przymusu bo tak musi być wymagając jednocześnie od przedszkolaka niemal psiego uwielbienia, bo mu się to należy z racji zajmowanej przez niego pozycji w grupie.

Sama w swojej jakby nie patrzeć długiej przygodzie z edukacją spotkałam wielu nauczycieli i przyznaję się szczerze, są wśród tego grona ludzi, którzy mnie uczyli (i jeszcze uczą na studiach) tacy, do których nie żywię ani krzty szacunku. I nie wynika to z mojego nonkonformizmu, podłości mojego charakteru, tylko z samej postawy tychże, Bo u mnie nie ma nic za darmo, na szacunek trzeba zasłużyć, a spotkałam takich nauczycieli, którzy naprawdę robili wszystko, żeby tego szacunku nigdy nie mieć (przynajmniej  moich oczach). Nie dość, że próbowali ten szacunek wymusić, to jeszcze w stosunku do mnie okazywali jawną repulsję, że to aż bolało.

Pomyślicie sobie, że mam na myśli to starych "przedpotopowych" nauczycieli... OTÓŻ NIE! Wbrew pozorom, właśnie tacy nauczyciele częściej darzyli mnie stosownym poważaniem. I takich nauczycieli właśnie szanuję, wiadomo od każdej reguły są wyjątki w jedną i drugą stronę oczywiście, bo każdy z nas jest inny.

Wiele częściej ci "młodzi" nauczyciele lekceważą uczniów, wymagając przy tym, niby to im należnej z racji pozycji "ponad", szacunku. Bardzo często zgrywają "drugich po Bogu", a ci najbardziej zadufani w sobie wręcz stawiają siebie "PONAD Bogiem". I zadajcie sobie pytanie. Jak szanować kogoś takiego? Jak można kogoś takiego traktować poważnie?
Ja osobiście nie widzę takiej możliwości

Zaobserwowałam też, że jeśli nauczyciel szanuje swojego podopiecznego, to nawet ten, który z różnych względów za nim nie przepada (bo nie rozumie przedmiotu, bo nauczyciel wymagający), będzie czuł w stosunku do niego respekt i to nie taki podszyty strachem, ale taki prawdziwy staromodny szacunek.

I wiecie co, kiedy skończę studia i pójdę pracować (mam nadzieję) w swoim zawodzie, chciałabym ZASŁUŻYĆ i ZAPRACOWAĆ na "miłość" moich podopiecznych. Nie mówię tu oczywiście o pozwalaniu dzieciakom na wszystko, bo wbrew pozorom takiego nauczyciela też dzieci nie szanują. Chciałabym, aby dzieciaki szanowały mnie, dlatego, że ja oprócz wiedzy i umiejętności ofiarowuję im właśnie tą jedną, jedyną rzecz, której tak brakuje w polskiej szkole- SZACUNEK do nich jako do młodych ludzi, którzy mimo, że mniejsi i z mniejszym bagażem doświadczeń mają TAKĄ SAMĄ wartość jak JA-NAUCZYCIEL, który ma im pokazać świat i pobudzić je do podbijania go.

Pamiętajcie, to tylko moje zdanie, Wy możecie uważać całkiem co innego. Nie wahajcie się wyrazić swojej opini w komentarzach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bawię się świetnie...

Niby-nóżka niby-mózg

W kartonie