Przejdź do głównej zawartości

Miliony planów, setki marzeń...

Czekałam na ten moment od koncertu w Teatrze Syrena gdy pierwszy raz usłyszałam "Niebezpiecznie piękny świt"... i po dwóch latach NARESZCIE dostałam w swoje ręce piątą płytę PLATEAU. Co prawda premiery jeszcze nie było (premiera będzie pojutrze- 01.04, ale nie mogłam się powstrzymać). Jak tylko się dowiedziałam, że można album kupić w przedsprzedaży i to jeszcze z autografami to sprawą oczywistą było, że MUSZĘ go mieć. No i dzisiaj (a właściwie wczoraj) odebrałam go od A. bo zamawiałyśmy razem.

Płyta nosi tytuł "W związku z Tobą". I świetnie ten tytuł do niej pasuje

Na płycie znajduje się 11 utworów. Dziesięć z nich to autorskie utwory  zespołu, a jeden jest prezentem od Marka Jackowskiego, który był aż do swojej śmierci częstym  gościem na koncertach z cyklu "Projekt Grechuta".


Cała płyta ma bardzo liryczny charakter, zwłaszcza w porównaniu do poprzednich albumów. Gdybym miała określić ją jednym słowem to byłoby to "WYJĄTKOWA".  Nie tylko dlatego, że każda z piosenek ma swój niepowtarzalny urok, ale też dlatego, że jak powiedział Michał Szulim w wywiadzie w Radiowej Trójce ta płyta nie została wyprodukowana, tak jak większość dzisiejszej muzyki. Dzisiaj każdy nowy przebój jest taki sam jak poprzednie, krótko mówiąc masówka.
Tą płytę zespół stworzył właściwie sam, bez sztabu ludzi odpowiedzialnych za wszystko. Kolejną wyjątkową sprawą, że jest to płyta zagrana na żywo...
Kilka piosenek z tego albumu miałam okazję usłyszeć wcześniej na koncertach, ale gdy dzisiaj odpaliłam płytę i usłyszałam w słuchawkach znajome dźwięki w zestawieniu z tym czego nie znałam, to miałam wrażenie, że chyba nigdy nie słyszałam nic bardziej cudownego i magicznego.
Oczywiście cały album przesłuchałam już nie wiem ile razu od momentu gdy włączyłam automatyczne powtarzanie, ale dzisiaj chyba piosenką dnia jest "Poranna Kawa" znana mi od czerwcowego koncertu w Gdańsku, do której wracam najczęściej.
Musze jeszcze wspomnieć o szacie graficznej. Dawno nie widziałam nic tak genialnego i eleganckiego w swojej prostocie. Gdy jakiś czas temu zobaczyłam projekt okładki na Facebooku, widziałam, że to jest to. Prosta, ale wiele mówiący o zawartości grafika teraz wydaje mi się jedyną słuszną opcją i nie potrafię sobie wyobrazić innej wersji. Jedyna rzecz, która nieco mi przeszkadza, czy też raczej mnie niepokoi to jest to, że tektura, z której wykonana jest okładka jest taka miękka i boję się tego, że jeśli kiedyś ją ze sobą gdzieś wezmę (bo nigdy nic nie wiadomo) to mi się zniszczy, a naprawdę byłoby szkoda. Ale ten drobny szkopuł tak naprawdę ginie w powodzi pozytywnych emocji, które budzi we mnie ta płyta.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…

Co ja pakuję?!

Dzisiaj wyjeżdżam na 8 tygodni do Holandii i w poniedziałek zaczynam pracę przy serze w okolicy Utrechtu- nie jest to praca moich marzeń, ale zależało mi na tym, żeby wyjechać jak najszybciej, wiadomo każdy tydzień obsuwy to dla mnie mniejszy zarobek. A zanim wyjadę pokażę Wam co zabieram ze sobą. Możecie potraktować to jako taki mini poradnik, bo w tym roku szykując się na wyjazd brałam pod uwagę zeszłoroczne doświadczenia :D DOKUMENTY Bez DOWODU OSOBISTEGO, nie macie po co ruszać się z kraju. Watro też będąc w Polsce założyć sobie KONTO WALUTOWE- ja mam w Banku Millennium, w którym mam też konto złotówkowe. W zeszłym roku pojechałam tylko z kontem w złotówkach i naprawdę sporo straciłam na przewalutowaniu, nie tylko przy otrzymywaniu wynagrodzenia, ale i przy płaceniu kartą w sklepach. I przy zakładaniu konta walutowego pamiętajcie o karcie płatniczej. Niestety w Kraju Wiatraków  będziecie mieć duży problem z używaniem popularnej w Polsce karty V…