Przejdź do głównej zawartości

Zanim zgasną resztki dnia, zanim anioły się przyśnią...

Słodko mi.
Ale to dlatego, że pod ręką mam miskę z bitą śmietaną i galaretką :)

Dzisiaj są Walentynki- święto mocno komercyjne i rozdmuchane przez handlowców i media.

Ja mam na ten dzień inny patent. Zaraz Wam o nim spróbuję opowiedzieć. Ale nie tylko o tym, bo chciałabym też w tym wpisie zrobić małą niespodziankę dla mojej A. :)

Cała rzecz idzie o to, że jeśli ktoś jest singlem (jak ja) to może wykorzystać inaczej ten dzień, który nawet jeśli jest komercyjny i w ogóle, to ma jakiś tam swój szczególny klimat.

Każdy z nas ma kogoś bliskiego, kogoś na kim mu zależy, kogo kocha/ bardzo lubi, lub po prostu kogoś kto ma dla nas znaczenie. Kto to jest? Sami musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Może mama, tata, brat, przyjaciel/ przyjaciółka, a może z jakiegoś powody Wasza sąsiadka.

Zauważyłam tendencję do tego, że nie mówimy bliskim, o tym ile dla nas znaczą. Powinniśmy robić to zawsze, ale nie zawsze mamy okazję bo na przykład dzieli nas duża odległość.

Dlatego wykorzystajcie atmosferę tego dnia i powiedzcie tej osobie jak bardzo jest ważna. Spędźcie z nią czas, nie mówię, że cały dzień od świtu do zmierzchu, ale zjedzcie razem obiad, albo idźcie na spacer. Nie potrzeba wiele!Jeśli macie jakiś ciekawy pomysł, albo wiecie co ta osoba lubi możecie nawet podarować jej jakiś drobiazg (drobiazg, naprawdę nie trzeba wydawać małej fortuny!). Ja ma przykład podarowałam mojej A. kolaż zdjęć. Nie na każdym byłyśmy my (kto by pomyślał, że tak trudno będzie znaleźć jakieś nasze wspólne zdjęcia- teraz nadrobiłyśmy :D) ale też rzeczy, które mają dla nas znaczenie...
Może będzie to jakaś inspiracja dla Was?























Teraz opowiem Wam dlaczego właściwie A. ...

Znamy się z liceum. Co ciekawe wcale nie byłyśmy w jednej klasie, razem miałyśmy tylko język rosyjski. I to wcale nie na tych jakże intrygujących lekcjach nawiązałyśmy nić porozumienia... Zresztą gdybyśmy były w jednej klasie to chyba byśmy się nienawidziły i zwalczały się wzajemnie. Wiecie dwie silne i dość ekspresyjne osobowości w jednej grupie- to pachnie wojną, a tak udało nam się nie pozabijać już przez ponad 4 lata :D
W sumie początkowo połączył nas wolontariat w Szkolnym Kole Wolontariatu. Tu nalezą się serdeczne podziękowania Pani P., która z nami wytrzymała całe 3 lata <3
A potem? Potem jakoś samo poszło.

Wiele nas łączy. Liceum. Gabinet numer 11. Bigos. Rosyjski. Prowadzimy razem bloga. Poczucie humoru. W pewnym sensie muzyka (i to moja zasługa jest :P ). Ostatnio (właściwie od dzisiaj) jest jeszcze jedna rzecz, też w pewnym sensie związana z muzyką.

Ktoś kiedyś zapytał mnie czy nie jestem zazdrosna o to, że A. ma też innych przyjaciół. Otóż NIE! Uważam, że każdy ma w swoim, życiu takie miejsca, które nie są przeznaczone dla innych, więc nie chciałabym na przykład żeby ktoś chciał wiedział np. kiedy ja i mój (teoretyczny) mąż oddawaliśmy się że tak powiem rozpuście... i akceptuję że ktoś nie dzieli się ze mną takimi faktami ze swojego życia, a nawet nie chciałabym tego, fuj. Dlatego akceptuję że A. ma innych przyjaciół. A nawet (o zgrozo!) CIESZY MNIE TO! Ponieważ nie zawszę mogę być przy niej i dla niej w trudnych chwilach i cieszę się, że jest ktoś do kogo może zwrócić się w trudnych chwilach. Tak samo ja mam też innych przyjaciół i dla nas nie jest dziwne.

Za co ją cenię?
Za to że rozumie mnie w pół słowa, choć czasami bywa, że zanim coś jej wytłumaczę mija duuużo czasu. Za poczucie humoru, wrażliwe serce, za to, że umie słuchać... i za wiele innych rzeczy jeszcze, których nie wymienię, tylko dlatego, że chcę żeby coś zostało tylko dla nas :)
Dziękuję A., że jesteś! Bez Ciebie byłoby straaasznie smutno. <3


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

Bawię się świetnie...

...czyli krótka lekcja jak podnieść poziom zadowolenia z życia i zmniejszyć ilość życiowych rozczarowań.

Jeśli jest coś na czym Ci zależy nie nastawiaj się na to
Sama się przekonałam, że jeśli mocno mi zależy na czymś to z pewnością coś nie wypali. Nawet jeśli nie zawali się cały plan to coś pójdzie nie tak.Umiesz liczyć- licz na siebie.
Prawda stara jak świat, niby ją znam od zawsze, ale jej sedno za każdy razem jak coś się zawali dociera do mnie od nowa. I jeszcze raz... i kolejnyBądź egoistą!
Dawka zdrowego egoizmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. I żeby nie było- nie namawiam tu do zostania narcyzem, co to to nie, ale postaw się w centrum choć raz na jakiś czas bądź sam dla siebie najważniejszy, najlepszy najwspanialszy. I choć trudno w to uwierzyć patrząc na mnie wciąż się tego uczę. Z powodu czegoś co nazywam na swój prywatny użytek "moim małym borderline" moja samoocena jest ogólnie niska dość, a w momentach kryzysowych spada do poziomu -nieskończoność do sześcianu. …

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…