Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2016

Zwykle dumny jestem, choć żałosny bywam też.

Obraz
-Więc kimże w końcu jesteś? – Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc,wiecznie czyni dobro (J.W. Goethe "Faust") Kim jestem?

Kupką genów? Miliardem komórek? Może dualistycznym skrawkiem całości składającej się z takich jak ja puzzli?

Takie myśli mnie czasami nachodzą, zresztą myślę że i Wy się nad tym czasem zastanawiacie.

No w końcu kim ja jestem?

Ja widzę to tak.
Jestem sumą doświadczeń, charakteru, pasji i myśli.
Każda sekunda mojego życia kształtuje mnie. Zostawia we mnie swoje piętno.
Każda litera postawiona na papierze. Każde słowo wklepane w komputer.
Każda piosenka ma na mnie wpływ. (tak "Ding-dong song" też)
Każdy koncert. Nawet jeśli jest to któryś koncert tego samego zespołu. Bo każdy koncert jest inny, w innych warunkach, z inną widownią. Nawet nie wyobrażacie sobie jak wielki wpływ ma to kto siedzi obok nas, nawet jeśli jest to obca osoba. Choć oczywiście największy wpływ ma ten kto stoi na scenie. To jakie utwory gra i jaki ma kontakt w tym czasie z…

Zanim zgasną resztki dnia, zanim anioły się przyśnią...

Obraz
Słodko mi.
Ale to dlatego, że pod ręką mam miskę z bitą śmietaną i galaretką :)

Dzisiaj są Walentynki- święto mocno komercyjne i rozdmuchane przez handlowców i media.

Ja mam na ten dzień inny patent. Zaraz Wam o nim spróbuję opowiedzieć. Ale nie tylko o tym, bo chciałabym też w tym wpisie zrobić małą niespodziankę dla mojej A. :)

Cała rzecz idzie o to, że jeśli ktoś jest singlem (jak ja) to może wykorzystać inaczej ten dzień, który nawet jeśli jest komercyjny i w ogóle, to ma jakiś tam swój szczególny klimat.

Każdy z nas ma kogoś bliskiego, kogoś na kim mu zależy, kogo kocha/ bardzo lubi, lub po prostu kogoś kto ma dla nas znaczenie. Kto to jest? Sami musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Może mama, tata, brat, przyjaciel/ przyjaciółka, a może z jakiegoś powody Wasza sąsiadka.

Zauważyłam tendencję do tego, że nie mówimy bliskim, o tym ile dla nas znaczą. Powinniśmy robić to zawsze, ale nie zawsze mamy okazję bo na przykład dzieli nas duża odległość.

Dlatego wykorzystajcie atmosfer…

Wiem, że dzisiaj tańczysz tylko ze mną...

Stchórzyłam...

Jest noc, a ja znów nie śpię...  siedzę na łóżku i słucham Video- ostatnio jakoś mnie to kręci. A żeby móc pisać z łóżka odwróciłam monitor i klawiaturę wzięłam na kolana...

Stchórzyłam. Wiecie, pierwszy raz w życiu dostałam zaproszenie na walentynki od chłopaka (jeszcze nie powiedziane czy mojego, ale jednak płci męskiej) i... wymiksowałam się gładko.
Fakt, że plany miałam już od jakiegoś czasu ułożone, ale jeśli zaszłaby taka potrzeba osoba z którą chcę spędzić ten dzień ni obraziłaby się a nawet cieszyłaby się, że sobie życie układam. Ale jestem cholernym tchórzem.

A wiecie dlaczego?

Bo boję się, że taka pierwsza randka (czy jak to zwał  tak zwał) mogłaby być jakaś zobowiązująca czy coś... wiecie "święto zakochanych  sratatata". Bo przeciw samemu spotkaniu z nim nie mam nic przeciwko., ale w każdy inny dzień roku. Wiecie bez tego bzdurnego nakazu bycia zakochanym bo dzień taki. No i jednak uważam, że dwa tygodnie znajomości i to internetowej to zbyt mało że…