Gdy zabijam czuję się lżej.

Boże mój, czemu bawią się tak?
W imię czego niszczą mój świat?
I nadzieję na następny dzień 
I wiarę... I wiarę w sens

Tak walczę ze złem
A zło rośnie we mnie z każdym dniem
Jaki w tym sens? 
Gdy zabijam czuję się lżej 
Coraz mnie mniej
A zło rośnie we mnie z każdym dniem
Jaki w tym sens? 
Jaki sens...
(Dżem- Partyzant)

Nie nie będę pisała o zabijaniu... a na pewno nie w dosłownym sensie...

Bo zabijać można na wiele sposobów... (a może panowie z 5 sposobów na... zrobiliby o tym odcinek?)
Można zabijać siebie i innych...
Można się zabić z miłości, można zabić z zazdrości...

Każdy z nas zabija się codziennie... pośpiech, stres, miliony pierdół zaśmiecających nasze życie i odbierających nam radość.

Ja też zabijam się codziennie... nie tylko z powodu stresu i tak dalej... każdego dnia skrupulatnie zabijam swoje uczucia i myśli...
Zabijam je by nie ujrzały światła dziennego, na które tak bardzo starają się wydostać. Niektórym się udaje się unikną tego smutnego jakby nie patrzył losu.
Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo chciałabym uniknąć tego, ale w dzisiejszym świecie jest to nie możliwe.
Gdybym pozwoliła każdemu motylowi moich myśli ulecieć radośnie do słońca (co mogłoby być cudowne oczywiście) spotkałabym się z potępieniem i utrudniłoby mi to, już i tak skomplikowaną do granic możliwości, relację za światem. Duża część z tej jakże nielicznej grupy ludzi z pewnością odwróciłaby się ode mnie. Nie żebym pragnęła jakoś szczególnie kontaktu z innymi ludźmi, jednak mimo moich wad i dziwactw odczuwam jakąś tam (jak ją nazwał Maslow) potrzebę afiliacji, przynależności do jakiejś grupy. Część tych myśli zabitych w zarodku gdyby miała szansę rozwinięcia się wystraszyłaby tych, na których atencji najbardziej mi w życiu zależy...
Trochę to może zabrzmiało jakbym była kimś strasznie sztucznym i nieszczerym, ale tak też nie jest... czasami chowam się za maską... czy jak to napisał Gombrowicz, gębą...
Prawda jest taka, że jeśli wiem, że to co myślę, nie jest "właściwe" to zabijam tą myśl w zarodku i zachowuję obojętność... nie udaję, że wszystko jest w porządku- bo tak nie jest.

Takie zabijanie ma też drugą stronę... każde zabójstwo oddala mnie ode mnie samej... czasami czuję się kimś obcym w swoim ciele...
Na szczęście niektóre myśli umieją zmartwychwstawać, wtedy, kiedy jestem sama... bo tylko wtedy mogę porzucić wszystkie moje odcienie szarości i brudnych niebieskich kolorów i być albo błękitna, albo granatowa w zależności od nastroju...

A jednak... miało nie być o zabijaniu, a samo z siebie wyszło...

Wpis zainspirowany jest piosenką Partyzant zespołu Dżem


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bawię się świetnie...

Niby-nóżka niby-mózg

W kartonie