Choć nie masz oczu bardziej błękitnych...

Czasami jest mi ciężko. Choć nie widać tego po mnie, bo nauczyłam się, że pokazywanie emocji nie przynosi nic dobrego.
Jestem zmęczona... Czym zapytacie? Przecież tylko chodzisz na zajęcia, nie masz dzieci, rodziny na głowie... otóż zmęczona jestem natłokiem zajęć i tych na uczelni i tych w domu, bo w brew pozorom w domu też mam sporo zajęć... zmęczona jestem tym, że tak często muszę być kimś kim, nie jestem, tylko dlatego, że gdybym pokazała swoje swoje prawdziwe ja mogłabym sprowadzić na siebie kłopoty... męczy mnie ukrywanie moich blizn...
Nie martwcie się, nie tnę się nic z tych rzeczy... tych blizn na ciele nie ukrywam specjalnie, zresztą wiele ich nie ma...
Blizn mam wiele... tych na duszy i sercu, bo na ciele tyle co pamiątka po spotkaniu z pieńkiem- ciemno było, jakaś blizna na kolanie na pamiątkę wesołej zimowej zabawy, gdy pod śniegiem kryło się szkło, i krecha na przedramieniu- ślad moich paznokci- zwykły przypadek... Co do tych "metafizycznych" trochę tego jest...
Wszystkie te nieszczęśliwe miłości... chociaż nie wyglądam na taką kochliwą to kilka razy się zdarzyło zgubić serce, tak myślę, że to najbardziej odpowiednie określenie... zgubić serce... i za każdym razem lizanie ran trochę trwa... najdłużej ciepałam po K. zresztą do tej pory jak jestem w Gdańsku to mnie jakoś w dołku ściska... nieważne
Ślad zostawia również każda porażka... i to nie tylko na skutek tych dużych błędów... wiele takich małych
Każda kłótnia, nie porozumienie z ludźmi, którzy są mi najbliżsi, każda oznaka chłodu, czy obojętności z ich strony...
Bo ja wbrew pozorom jestem jestem bardziej wrażliwa niż wszystkim się zdaje.

A ja zagłuszenie tych wszystkich starych blizn, które lubią odzywać się od czasu do czasu znalazłam jedno rozwiązanie- książki. Może powiecie, że uciekam przed problemem... tylko, że wiecie jak to jest z bliznami- blizny ma się na cale życie... one zostają na zawsze i bardzo trudno znaleźć kogoś, kto zadziała na nie jak magiczny balsam... ciągle ta romantyczna część mojej natury gdzieś tam w to wierzy...
Spodziewaliście się pewnie, że napiszę o uciekaniu w muzykę... niestety, zbyt wiele utworów kojarzy mi się z konkretnymi ludźmi i sytuacjami... a zwłaszcza z ludźmi...

Jeszcze na koniec słówko do A.- wiem, Małpko, że to na pewno przeczytasz i pomyślisz sobie o Wielkim... ale już Ci tłumaczyłam... to tylko sfera moich marzeń i snów, które są jakże bezbolesne, a urocze :)

I tym optymistycznym akcentem kończę tą pierwszą od długiego czasu notkę
Margot.

Komentarze

  1. Hmm chyba każdy ucieka czasami od problemów w jakiś sposób. A książki są świetną sprawą, poszerzają przecież horyzonty naszej wyobraźni i twórczego myślenia! :) a co do ran... gdy już się zagoją, to będzie to dowód Twojej siły i odwagi! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kimkolwiek jesteś mądrze mówisz :)
      Choć z tymi książkami to różnie bywa... wychodzę z założenie, że czasami leniej nie czytać nic, niż czytać cokolwiek. To cokolwiek czasami potrafi zrobić dużą krzywdę ;)

      Usuń
  2. Wiadomo, warto czytać takie książki, które nie tylka nas "wciągną" swoją fabułą, ale też te, które mogą przyczynić się do jakiejś zmiany w nas na lepsze :) bo przecież człowiek uczy się i rozwija całe swoje życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi anonimowy Gościu, masz oczywiście rację. Pamiętajmy jednak, że żeby książka wywołała w nas jakieś zmiany musi jednak wciągnąć... bo jednak chociaż "Socjologia: Analiza społeczeństwa" Piotra Sztompki jest niewątpliwie mądrą i pouczającą książką, to znudziła do tego stopnia, że z jej lektury nie wyniosłam nic co wpłynęłoby w jakikolwiek sposób na moje postrzeganie siebie i świata.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bawię się świetnie...

W kartonie

Niby-nóżka niby-mózg