Posty

Wyświetlanie postów z 2016

A świstak siedzi...

Ach! Jak dawno mnie tu nie było... od kwietnia jakoś? Długo,
A w tym czasie tyle się przecież wydarzyło.
Ale po kolei streszczę Wam co u mnie.
1. Był czas, że myślałam, że poznałam Kogoś... wiecie jak to jest... no i skończyło się na tym, że mi się wydawało. A uświadomiłam to sobie w momencie, kiedy nie mogłam sobie przypomnieć jak On ma na imię. Przykre... albo i nie!
2. Ten, o którym pisałam wiosną, dalej (chyba niestety) jest. I w sumie chciałabym to zakończyć, ale brakuje mi odwagi i pomysłu jak to zrobić w delikatny, ale i stanowczy sposób... chyba w końcu wykorzystam TĄ piosenkę.
3. Kawałek lipca i cały sierpień spędziłam w Niderlandach. Na totalnym zadupiu.  I cóż że było ono dość urocze, skoro w mieszkaniu dostałam alergii na pleśń i wilgoć, do pracy (a niech tą fabrykę kanapek piekło pochłonie) miałam 2,5 km piechotą (niezależnie od pogody)  a najbliższy sklep był w niemieckim Gronau (Westfalia) ponad 3,5 km od domu i to w przeciwną stronę niż Losser, w którym pracowałam (tam…

Miliony planów, setki marzeń...

Obraz
Czekałam na ten moment od koncertu w Teatrze Syrena gdy pierwszy raz usłyszałam "Niebezpiecznie piękny świt"... i po dwóch latach NARESZCIE dostałam w swoje ręce piątą płytę PLATEAU. Co prawda premiery jeszcze nie było (premiera będzie pojutrze- 01.04, ale nie mogłam się powstrzymać). Jak tylko się dowiedziałam, że można album kupić w przedsprzedaży i to jeszcze z autografami to sprawą oczywistą było, że MUSZĘ go mieć. No i dzisiaj (a właściwie wczoraj) odebrałam go od A. bo zamawiałyśmy razem.

Płyta nosi tytuł "W związku z Tobą". I świetnie ten tytuł do niej pasuje

Na płycie znajduje się 11 utworów. Dziesięć z nich to autorskie utwory  zespołu, a jeden jest prezentem od Marka Jackowskiego, który był aż do swojej śmierci częstym  gościem na koncertach z cyklu "Projekt Grechuta".


Cała płyta ma bardzo liryczny charakter, zwłaszcza w porównaniu do poprzednich albumów. Gdybym miała określić ją jednym słowem to byłoby to "WYJĄTKOWA".  Nie tylko dlate…

Jeszcze ciągle mam dla Pani tyle kwiatów do zebrania....

Obraz
Co to jest przyjaźń?

Tak mi się ostatnio nasunął taki temat. Między innymi dlatego, że związany jest z tematem mojej pracy licencjackiej :)

Dla mnie przyjaźń jest czymś wyjątkowym. To nie tylko poziom relacji na jaki możemy wejść z drugim człowiekiem.

Czym jest ona dla mnie?
To swojego rodzaju wspólnota dusz. Przy jednoczesnym zachowaniu ich odrębności. Bo w przyjaźni nie chodzi o to żeby cały czas chodzić za rączkę z tą drugą osobą i ciągle razem chichotać po kątach.

Przyjaźń polega na tym, że mamy rzeczy, które są nasze "wspólne" (jakieś zainteresowania, niektóre poglądy, znajomi itp.), ale mamy też rzeczy, które są tylko "nasze". I obie strony muszą szanować te rzeczy które nie są wspólne, nie zależnie od tego jakie jest ich zdanie na ten temat.

Przyjaźń wbrew pozorom nie jest czymś łatwym. Uwierzcie mi, że każda przyjaźń ma swoje większe i mniejsze kryzysy. Powiedziałaby, że tak jak w życiu, ale przecież przyjaźń to JEST integralna cześć życia.

Przecież przyja…

nie jesteś Bogiem, bądź więc sobą...

Byłam dzisiaj w liceum, które skończyłam dwa lata temu. Lubię tam wracać ;)

I tak rozmawiałam sobie z Panią P. na różne tematy i tak mi się nasunęła o szacunku.

Zarówno mi jak i zapewne Wam wmawiano bezwarunkowy szacunek do nauczyciela (nie pedagoga! bo NIE KAŻDY NAUCZYCIEL JEST PEDAGOGIEM, A NIE KAŻDY PEDAGOG NAUCZYCIELEM). Tego, "pana życia i śmierci".
Szkoda tylko, że nauczyciel wymagając od ucznia szacunku sam bardzo często do nie ma dla swojego wychowanka.

Za półtorej roku będę nauczycielką. Moją specjalnością będzie edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna. Teraz mam w ramach programu studiów praktyki w szkole i przedszkolu.

Już nawet czteroletnie dziecko, chociaż nie wie co to jest szacunek, czuje czy wychowawca traktuje je poważnie i z życzliwością, czy lekceważy i przebywa z nim z przymusu bo tak musi być wymagając jednocześnie od przedszkolaka niemal psiego uwielbienia, bo mu się to należy z racji zajmowanej przez niego pozycji w grupie.

Sama w swojej jakby nie patrz…

Tylko księżyc może równać się z tobą...

Wiecie, ostatnio zaczęłam dorastać.
Oczywiście nie znaczy to, że pozbędę się mieszkającego we mnie dziecka. Zaczęłam dorastać w nieco innym obszarze mojego życia.

Może to co teraz piszę wydać się Wam bełkotem i czymś średnio zrozumiałym, ale to wbrew pozorom jest bardzo proste.

Czuję, że dojrzewam do podejmowania ważnych i wiążących decyzji. Między innymi dotyczących kwestii relacji damsko-męskich z rodzaju tych głębokich. Wiem już, że takich decyzji nie chcę podejmować pochopnie, pod wpływem momentu. A przynajmniej nie na etapie życia w którym się znajduję. Dlaczego, zapytacie. Cóż było kilka nieprzemyślanych kroków, które zrobiłam pod wpływem nastroju i do dzisiaj ich żałuję. Choć nie były to może sprawy tak poważne jak wejście w związek (mówcie co chcecie, ale związek z drugim człowiekiem jest czymś poważnym) to jednak mają wyraźne odbicie na przykład w tym czego się boję. Nie będę Was tutaj zanudzać historyjkami na ten temat, ale kilka takich sytuacji było.

Może Was zdziwić to, że…

Zwykle dumny jestem, choć żałosny bywam też.

Obraz
-Więc kimże w końcu jesteś? – Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc,wiecznie czyni dobro (J.W. Goethe "Faust") Kim jestem?

Kupką genów? Miliardem komórek? Może dualistycznym skrawkiem całości składającej się z takich jak ja puzzli?

Takie myśli mnie czasami nachodzą, zresztą myślę że i Wy się nad tym czasem zastanawiacie.

No w końcu kim ja jestem?

Ja widzę to tak.
Jestem sumą doświadczeń, charakteru, pasji i myśli.
Każda sekunda mojego życia kształtuje mnie. Zostawia we mnie swoje piętno.
Każda litera postawiona na papierze. Każde słowo wklepane w komputer.
Każda piosenka ma na mnie wpływ. (tak "Ding-dong song" też)
Każdy koncert. Nawet jeśli jest to któryś koncert tego samego zespołu. Bo każdy koncert jest inny, w innych warunkach, z inną widownią. Nawet nie wyobrażacie sobie jak wielki wpływ ma to kto siedzi obok nas, nawet jeśli jest to obca osoba. Choć oczywiście największy wpływ ma ten kto stoi na scenie. To jakie utwory gra i jaki ma kontakt w tym czasie z…

Zanim zgasną resztki dnia, zanim anioły się przyśnią...

Obraz
Słodko mi.
Ale to dlatego, że pod ręką mam miskę z bitą śmietaną i galaretką :)

Dzisiaj są Walentynki- święto mocno komercyjne i rozdmuchane przez handlowców i media.

Ja mam na ten dzień inny patent. Zaraz Wam o nim spróbuję opowiedzieć. Ale nie tylko o tym, bo chciałabym też w tym wpisie zrobić małą niespodziankę dla mojej A. :)

Cała rzecz idzie o to, że jeśli ktoś jest singlem (jak ja) to może wykorzystać inaczej ten dzień, który nawet jeśli jest komercyjny i w ogóle, to ma jakiś tam swój szczególny klimat.

Każdy z nas ma kogoś bliskiego, kogoś na kim mu zależy, kogo kocha/ bardzo lubi, lub po prostu kogoś kto ma dla nas znaczenie. Kto to jest? Sami musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Może mama, tata, brat, przyjaciel/ przyjaciółka, a może z jakiegoś powody Wasza sąsiadka.

Zauważyłam tendencję do tego, że nie mówimy bliskim, o tym ile dla nas znaczą. Powinniśmy robić to zawsze, ale nie zawsze mamy okazję bo na przykład dzieli nas duża odległość.

Dlatego wykorzystajcie atmosfer…

Wiem, że dzisiaj tańczysz tylko ze mną...

Stchórzyłam...

Jest noc, a ja znów nie śpię...  siedzę na łóżku i słucham Video- ostatnio jakoś mnie to kręci. A żeby móc pisać z łóżka odwróciłam monitor i klawiaturę wzięłam na kolana...

Stchórzyłam. Wiecie, pierwszy raz w życiu dostałam zaproszenie na walentynki od chłopaka (jeszcze nie powiedziane czy mojego, ale jednak płci męskiej) i... wymiksowałam się gładko.
Fakt, że plany miałam już od jakiegoś czasu ułożone, ale jeśli zaszłaby taka potrzeba osoba z którą chcę spędzić ten dzień ni obraziłaby się a nawet cieszyłaby się, że sobie życie układam. Ale jestem cholernym tchórzem.

A wiecie dlaczego?

Bo boję się, że taka pierwsza randka (czy jak to zwał  tak zwał) mogłaby być jakaś zobowiązująca czy coś... wiecie "święto zakochanych  sratatata". Bo przeciw samemu spotkaniu z nim nie mam nic przeciwko., ale w każdy inny dzień roku. Wiecie bez tego bzdurnego nakazu bycia zakochanym bo dzień taki. No i jednak uważam, że dwa tygodnie znajomości i to internetowej to zbyt mało że…

Bulwary Nadodrzańskie

Obraz
Kiedy wysiądzie się z tramwaju (lub autobusu, ale w Szczecinie raczej jeżdżę tramwajami) na Wyszyńskiego zawsze kieruję swoje kroki TAM!
Na bulwar nad Odrą...  Nie umiem nie przejść tamtędy...
Już pomijam kwestię romantyzmu tego miejsca (bo nie ma chyba nic bardziej romantycznego od spaceru wieczorem brzegiem rzeki.)
Wiecie co jest dla mnie tam najwspanialsze? CZEKOLADA!
Jej zapach jest po prostu upojny! Najbardziej w okolicy Mostu Długiego. Często tam przysiadam (o ile nie pizgało złem oczywiście) i tak sobie wdychałam czekoladę... To dawało mi dużego powera... nie wiem nawet czy nie jest to lepsze od jedzenia czekolady :)

Cień zawsze ze mną :)
Pod Trasą Zamkową :)
 Nawąchała się czekolady <3

Gdy zabijam czuję się lżej.

Obraz
Boże mój, czemu bawią się tak? W imię czego niszczą mój świat? I nadzieję na następny dzień  I wiarę... I wiarę w sens
Tak walczę ze złem A zło rośnie we mnie z każdym dniem Jaki w tym sens?  Gdy zabijam czuję się lżej  Coraz mnie mniej A zło rośnie we mnie z każdym dniem Jaki w tym sens?  Jaki sens... (Dżem- Partyzant)
Nie nie będę pisała o zabijaniu... a na pewno nie w dosłownym sensie...
Bo zabijać można na wiele sposobów... (a może panowie z 5 sposobów na... zrobiliby o tym odcinek?)
Można zabijać siebie i innych...
Można się zabić z miłości, można zabić z zazdrości...

Każdy z nas zabija się codziennie... pośpiech, stres, miliony pierdół zaśmiecających nasze życie i odbierających nam radość.

Ja też zabijam się codziennie... nie tylko z powodu stresu i tak dalej... każdego dnia skrupulatnie zabijam swoje uczucia i myśli...
Zabijam je by nie ujrzały światła dziennego, na które tak bardzo starają się wydostać. Niektórym się udaje się unikną tego smutnego jakby nie patrzył losu.
Nawet nie wyobraż…

Choć nie masz oczu bardziej błękitnych...

Czasami jest mi ciężko. Choć nie widać tego po mnie, bo nauczyłam się, że pokazywanie emocji nie przynosi nic dobrego.
Jestem zmęczona... Czym zapytacie? Przecież tylko chodzisz na zajęcia, nie masz dzieci, rodziny na głowie... otóż zmęczona jestem natłokiem zajęć i tych na uczelni i tych w domu, bo w brew pozorom w domu też mam sporo zajęć... zmęczona jestem tym, że tak często muszę być kimś kim, nie jestem, tylko dlatego, że gdybym pokazała swoje swoje prawdziwe ja mogłabym sprowadzić na siebie kłopoty... męczy mnie ukrywanie moich blizn...
Nie martwcie się, nie tnę się nic z tych rzeczy... tych blizn na ciele nie ukrywam specjalnie, zresztą wiele ich nie ma...
Blizn mam wiele... tych na duszy i sercu, bo na ciele tyle co pamiątka po spotkaniu z pieńkiem- ciemno było, jakaś blizna na kolanie na pamiątkę wesołej zimowej zabawy, gdy pod śniegiem kryło się szkło, i krecha na przedramieniu- ślad moich paznokci- zwykły przypadek... Co do tych "metafizycznych" trochę tego jest..…