Przejdź do głównej zawartości

Słowa nie chcą stać się ciałem...

Jest za dwadzieścia druga... w nocy. A ja? A ja zamiast iść spać bo jutro zajęcia i trzeba wstać rano to siedzę po ciemku i jednym źródłem światła jest  dla mnie monitor komputera.
Główna zakładka dzisiaj to YT. Tak sobie słucham muzyki jakoś. Zaczęłam od Marka Jackowskiego i Ani Wyszkoni, potem Plateau, i Carl Orff, a jak na razie skończyłam na Rubiku.
Choć sytuacja jest mocno dynamiczna w tym względzie.
Utwory na początku wybierałam świadomie, a potem YouTube zaproponowało mi filmik z koncertu z Malborka- to jak mogłam nie skorzystać- i popłynęłam trochę ze wspomnieniami. Nawet poczułam tamten mróz- oj zimno wtedy było. Taka prawdziwa polska zima z mrozem i śniegiem i śliskimi chodnikami :D
Teraz leci Dumka na dwa serca. Ryczę... śmieję się i ryczę. To jest takie wzruszające... i myślę o tym biednym Kozaku oszalałym z miłości... ech Bohunie, Bohunie... mój miły...
Ale starczy smęcenia... na chwilę... teraz chwila dla Ich 3- legendy mojego dzieciństwa, zespołu, który lubię do dzisiaj. Gdyby nie to, że rodzice śpią to śpiewałabym... oj śpiewała... Za cały babski świat... za wszystkie dni... NALEJCIE MI!... poczekajcie chwilę... pójdę sobie faktycznie naleć trochę orzechowej Soplicówki, bo herbata mi się kończy w moim Platfusowym kubełasku.
No już do Was wróciłam. Wiecie jaka jest zaleta długiego na 8 metrów kabla od słuchawek? Mogę chodzić swobodnie po całym pokoju nie przerywając słuchania!
O i Bratanki lecą. Też lubię, ale te stare z Halinką... ale chyba jednak przełączę, jakoś mi nie pasują teraz trochę. A teraz lecą Nogi... aż potańczyłabym, oj potańcowała. Ale nie ma tak dobrze...
Następni są Poprzeni i "Byłaś dla mnie wszystkim" dla mnie trochę piosenka-symbol. Symbol czegoś co kiedyś wydawało mi się piękną przyjaźnią, ale to mi się wydawało, a z przyjaźni zostało tylko kilka zdjęć. Co nie zmienia faktu, że piosenkę lubię dalej.
A na dobranoc mam dla Was jeszcze jedną piosenkę Poparzonych...

no to kolorowych,
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…

Co ja pakuję?!

Dzisiaj wyjeżdżam na 8 tygodni do Holandii i w poniedziałek zaczynam pracę przy serze w okolicy Utrechtu- nie jest to praca moich marzeń, ale zależało mi na tym, żeby wyjechać jak najszybciej, wiadomo każdy tydzień obsuwy to dla mnie mniejszy zarobek. A zanim wyjadę pokażę Wam co zabieram ze sobą. Możecie potraktować to jako taki mini poradnik, bo w tym roku szykując się na wyjazd brałam pod uwagę zeszłoroczne doświadczenia :D DOKUMENTY Bez DOWODU OSOBISTEGO, nie macie po co ruszać się z kraju. Watro też będąc w Polsce założyć sobie KONTO WALUTOWE- ja mam w Banku Millennium, w którym mam też konto złotówkowe. W zeszłym roku pojechałam tylko z kontem w złotówkach i naprawdę sporo straciłam na przewalutowaniu, nie tylko przy otrzymywaniu wynagrodzenia, ale i przy płaceniu kartą w sklepach. I przy zakładaniu konta walutowego pamiętajcie o karcie płatniczej. Niestety w Kraju Wiatraków  będziecie mieć duży problem z używaniem popularnej w Polsce karty V…