Przejdź do głównej zawartości

.no title

Piszę dla Was, Drodzy, posta, w sensie mam go w wersjach roboczych, posuwam się do przodu kawałek po kawałku, choć pewnie jak zwykle nie będzie długi- słowa pisane mnie nie słuchają, ale wiecie posta takiego na konkretny temat, podpowiem tylko, że w moich założeniach ma on dotyczyć jednego z moich zainteresowań.
Wiem, możecie to uznać za szczucie Was tak trochę, ale nie taki jest cel tego co teraz tu piszę.
Chciałam właściwie tylko powiedzieć, że NIE WIEM kiedy tenże post powstanie. Ostatnimi czasy jestem tak wypompowana jak wracam z zajęć, że gdybym nie miała w domu konkretnych określonych obowiązków, które muszę wypełnić to moje dni robocze (a przynajmniej większość) wyglądały by tak:
  1. 06:35 -wstaję
  2. 06:50- wychodzę z domu
  3. 08:00/ 08:30- 15:00 (a czasem nawet 18:00)- zajęcia na uczelni
  4. W domu najwcześniej o godzinie 16:00, ale częściej 18:00 bądź 19:00
  5. Obiad (albo i nie)
  6. Spać
Nie wiem czy to jest kwestia pory roku, czy może ze mną jest coś nie tak w kwestii zdrowia, ale cały czas jestem senna i ogólnie jakaś taka rozbita. Dlatego ta obiecana notatka może ukaże się w poniedziałek, a może dopiero za miesiąc. Po prostu, bo tak.

A jutro razem z Łapą jadę do Dżemsa i robimy sobie taki mały zlot Huncwotów.
Dobranoc.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

Bawię się świetnie...

...czyli krótka lekcja jak podnieść poziom zadowolenia z życia i zmniejszyć ilość życiowych rozczarowań.

Jeśli jest coś na czym Ci zależy nie nastawiaj się na to
Sama się przekonałam, że jeśli mocno mi zależy na czymś to z pewnością coś nie wypali. Nawet jeśli nie zawali się cały plan to coś pójdzie nie tak.Umiesz liczyć- licz na siebie.
Prawda stara jak świat, niby ją znam od zawsze, ale jej sedno za każdy razem jak coś się zawali dociera do mnie od nowa. I jeszcze raz... i kolejnyBądź egoistą!
Dawka zdrowego egoizmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. I żeby nie było- nie namawiam tu do zostania narcyzem, co to to nie, ale postaw się w centrum choć raz na jakiś czas bądź sam dla siebie najważniejszy, najlepszy najwspanialszy. I choć trudno w to uwierzyć patrząc na mnie wciąż się tego uczę. Z powodu czegoś co nazywam na swój prywatny użytek "moim małym borderline" moja samoocena jest ogólnie niska dość, a w momentach kryzysowych spada do poziomu -nieskończoność do sześcianu. …

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…