Przejdź do głównej zawartości

a zza rozstai... kolejne rozstaje.

Kurwa.

Nieźle się zaczyna, ale z pierdyliarda różnych słów, które mi przychodzą do głowy to jeszcze jest chyba najbardziej cenzuralne (a że niestety, klnę jak szewc to troszkę tego znam)... tym bardziej, że mogłabym rozwinąć swoją wypowiedź w kwestii tego słowa... ale kurwy zostawmy w spokoju, niech żyją po swojemu, a nie o nich chciałam pisać.

Mój pogląd na świat jeszcze jakiś czas temu był jasny i przejrzysty... a teraz? A teraz właściwie to chyba muszę sobie wykrystalizować wszystkie poglądy na nowo... no wszystkie może nie, bo są rzeczy, które wiem na pewno i jestem na 1000% przekonana, że nie chcę tego zmieniać, ale właściwie to nie o tym chciałam...

Sama właściwie nie wiem co chciałam... nie wiem w ogóle jaki sens ma to, że siedzę teraz po nocy i walę w klawiaturę, bo mam wrażenie, że w sumie to i tak nikt tego nie czyta i wszystkich to wali co ja napiszę.

Ostatnio (w sobotę) miałam mega załamanie, doła i w ogóle zwaliły się na mnie wszystkie problemy tego i innych światów. Zagniatałam pieprzone ciasto na durne knedle ze śliwkami, które okrutnie lepiło mi się do rąk i wyłam. A jak nie wyłam to klęłam... nie gorzej niż niejeden Łysy Janusz z "poglądami"... a na co? NA WSZYSTKO! Na siebie, szkołę, durne życie, moją inność i na co tylko się dało. Chciałam wtedy coś napisać, ale nie dałam rady, bo to wszystko mnie wypompowało fizycznie, psychicznie i na każdy inny możliwy sposób- tak po prostu.

Niedziela była lepsza, choć nie do końca tak dobra jak każdy inny dzień- Agu przepraszam, że nie odebrałam, choć wiem, że powinnam, ale nie miałam siły na rozmowy z kimkolwiek, nawet z Tobą. W miarę z  upływem dnia wracało do mnie coś na kształt życia. Na szczęście... bo nie wiem jak poradziłabym sobie z dniem dzisiejszym gdyby nie ten stopniowy 'come back". Chyba siadłabym i po prostu siedziała tępo w ścianę, ewentualnie w sufit.

A dzisiaj? Dzisiaj porwała mnie rutyna dnia powszedniego dom- szkoła- jakieś tam zakupy- dom. Choć są rzeczy, które "zwaliły mnie dzisiaj z nóg" to postanowiłam właśnie z tego powodu być silna. Chociaż nie mam pewności i boję się, że nie będę dobrą podporą to wiem, że muszę podołać bo na tym to polega.

I mimo tego jakby nie patrzył dosadnego (ale jakby nie było niegodnego damy) początku i kilku burzliwych słów gdzieś tam w środku jakoś dobrnęłam do spokojnego w miarę końca. Wiem, że długość nie powala, ale chyba przywyknęliście, że raczej na słowach oszczędzam niż szafuję nimi na prawo i lewo. I nie uważam tego za wadę, bo kiedy naprawdę zachodzi taka potrzeba to znajduję dużo słów, choć łatwiej przychodzi mi ich wypowiadanie na głos, czy we własnych myślach niż zapisywanie. Tak już po prostu mam.

I z tą myślą, wkraczam w nowy dzień, bo już mamy wtorek.
Dobranoc!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tak będzie lepiej już to wiem...

Nie rozpieszczam Was postami, nie ma co... ostatni post był w... lutym. Cóż pozostawię to bez komentarza.
Sporo się od tego czasu u mnie zmieniło. Zakończyłam swoją przygodę z przedszkolem. Zaczęłam przygodę ze szkołą, którą też niebawem zamierzam zakończyć (na szczęście). O powodach dla których nie zamierzam kontynuować współpracy w miejscu, w którym pracuję obecnie napiszę kiedy indziej, bo wiecie jak jest... ale na samą myśl o poniedziałku chce mi się wyć.
A co tam jeszcze poza tym?
W sumie bez zmian, dalej jestem no-lifem. ale wiecie co? Zaczęłam to cholera doceniać.
Bo wiecie co odkryłam dzięki zajęciom z psychologii klinicznej (tak, dalej studiuję tu gdzie studiowałam) i książce dr Sandi Mann "Psychologia od środka. Nauka badająca stan umysłu", że jestem jedną z osób, które mają osobowość unikającą, która charakteryzuje się trudnościami w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalny…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …

נולדתי לשלום

Dzisiaj zacznę piosenką... nieprzypadkową... zanim przejdziesz dalej posłuchaj... wiem, że na 99% nie rozumiesz tekstu bo jest po hebrajsku, ale później Ci to wytłumaczę. Obcuję.



Jak wiesz, albo zauważyłeś nie wypowiadam się na tematy związane z polityką. Raz kłóci się to z moim osobistym ja, które nawet jeśli ma jakieś poglądy dotyczące religii i polityki to nie wdaje się w dyskusje na ten temat z NIKIM, nawet z rodziną, a dwa, trochę z racji wykonywanego zawodu, bo pamiętam jak na studiach licencjackich wykładowczyni powiedziała nam, że nauczyciel nie powinien obnosić się ze swoimi poglądami na te tematy (z czym całkowicie się zgadzam, zresztą gdybym miała dzieci też nie chciałabym, żeby nauczyciel je indoktrynował w tym względzie).

Ale dzisiaj chcąc nie chcąc zahaczę nieco o politykę, bo trudno nie zawadzić.
Wczoraj w Gdańsku wydarzyła się tragedia. Co tu kryć nawet mnie, osobę, która dość chłodnym okiem patrzy na świat i to co się w nim dzieje, to mocno poruszyło. Już samo to, że …