Przejdź do głównej zawartości

najbardziej

Po pierwsze to ja lubię być sam
Raz na jakiś czas zupełnie sam 
Zupełnie sam
Wina smak w deszczowy i jesienny dzień
(Plateau- Najbardziej)
Pod słowem najbardziej można wiele zawrzeć, wiele powiedzieć, nadać mu różny sens w zależności od tego jak będziemy żonglować słowami, co dodamy. Jednym słowem, pod hasło najbardziej można podciągnąć WSZYSTKO!
Ale ja nie chcę o wszystkim. Choć może to wyglądać, że piszę o wszystkim, ale to nie będzie tak. Dobra namotałam strasznie, ale cóż...
Najbardziej lubię, tak bo będę pisać o tym co lubię. Taki pozytyw...
Najbardziej lubię (będę sie powtarzać, ale to celowo :)) miłość we wzroku Łapusia, kiedy go drapię po mordce lub szyi- uwielbia to psinka moja...
Najbardziej lubię ten moment na sekundę przed pierwszym dźwiękiem na koncercie. Kiedy wszyscy na sali trwają w takim specyficznym skupieniu. Ta chwila zawsze jest taka jakby magiczna.
Najbardziej lubię truskawki. Prosto z krzaka, takie niemyte otrzepane tylko z piasku. I tylko z mojego ogródka <3
Najbardziej lubię herbatę. Ludzie dzielą się na herbaciarzy i kawiarzy- ja nalezę do tych pierwszych. A herbata musi być mocna, czarna i słodka, a w przypadku chandry zaprawiona sokiem malinowym i cytryną. Taką właśnie herbatę pijam w domu, czasami 5-6 kubków (i to wyjątkowym kubku) dziennie. A jeśli pijam gdzieś poza domem to polecam kawiarnię Wyspa Skarbów na elbląskiej Starówce :)
Najbardziej lubię spędzać czas w kuchni. Może to takie stereotypowe, ale ja naprawdę odnajduję się w pichceniu dla siebie i moich najbliższych. Jeśli w życiu mi nie wyjdzie to otworzę cukiernię i będę w niej sprzedawać rogaliki własnej roboty :)
Najbardziej lubię moją samotność... cóż nie jestem zwierzęciem stadnym... imprezy i wydarzenia kulturalne w których uczestniczyłam od października to będzie to:
  1. Koncert Slasha w Krakowie
  2. Koncert Plateau w Syrenie
  3. Dzieła wszystkie Szekspira w nieco skróconej wersji w Elblągu
  4. Sylwester u mnie z Agu
  5. Studniówka Kamila
  6. Pochód turbinaliowy (jakby się uparł koniecznie)
  7. Festiwal Polskich Seriali Telewizyjnych w Elblągu
  8. Koncert Plateau w Gdańsku
Tak więc cóż dużo tego raczej nie było... nawet nie wypada jedno wydarzenie na miesiąc roku akademickiego... jak na studenta to raczej malutko. Ale mi jakoś nie brakuje tego. Wolę uwalić się z książką gdzieś niż szlajać się po imprezach, a jak chce mi się napić to po prostu schodzę na dół do rodziców na drinka i tyle. Zresztą zauważyłam, że ciężko mi się jest dogadać z innymi, a zwłaszcza z rówieśnikami, łatwiej mi jest się komunikować z ludźmi sporo ode mnie starszymi i z dziećmi...
Najbardziej lubię wioskę. W mieście się duszę, mam klaustrofobię. Tylko wieś daje mi tyle przestrzeni i le potrzebuję... zresztą cóż, w końcu jestem jakby nie było rolnikiem :D
Najbardziej lubię pomidory... mniam, a że właśnie zaczyna się sezon to jadłabym je na śniadanie, obiad, kolację i w międzyczasie... na kanapce, ze śmietaną i bez niczego. Byle nie w pomidorowej, bo tego to akurat nie lubię.
Najbardziej lubię zapach letniego deszczu, bo deszcz ma swój zapach, taki wilgotny i rześki.
Najbardziej lubię konwalie, choć cieszę się nimi bardzo krótko to są najpiękniejsze kwiaty jakie znam.
Najbardziej lubię patrzeć w gwiazdy... kto by się tego po mnie spodziewał... a jednak. Zwłaszcza wiosną jak już jest na tyle ciepło, że mogę położyć się na trawie. Wtedy mam takie poczucie, że gdzieś tam jest ktoś komu zależy.
Najbardziej lubię zapach świeżo skoszonej trawy i siana. Takie wsiowe wonie, po prostu do mnie trafiają.
Najbardziej lubię wieczorem zaszyć się w łóżku z dobrą książką i kubkiem herbaty, nic mnie tak nie odpręża jak spokojny wieczór w zaciszu własnego pokoju.
Najbardziej lubię podróżować, zwłaszcza pociągiem. Jest coś takiego w jeździe pociągiem co sprawia, że nawet 7 godzin na tracie Elbląg- Szczecin przejechane milionowy raz są niepowtarzalną przygodą. Szkoda tylko, że nie mogę podróżować tak często jak bym chciała, a tyle jeszcze miejsc do obejrzenia.

Jest jeszcze wiele rzeczy, które lubię, ale nie przychodzi w tej chwili do głowy nic takiego co lubiłabym tak mocno, że bez tego nie wyobrażam sobie tego wpisu.
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

Bawię się świetnie...

...czyli krótka lekcja jak podnieść poziom zadowolenia z życia i zmniejszyć ilość życiowych rozczarowań.

Jeśli jest coś na czym Ci zależy nie nastawiaj się na to
Sama się przekonałam, że jeśli mocno mi zależy na czymś to z pewnością coś nie wypali. Nawet jeśli nie zawali się cały plan to coś pójdzie nie tak.Umiesz liczyć- licz na siebie.
Prawda stara jak świat, niby ją znam od zawsze, ale jej sedno za każdy razem jak coś się zawali dociera do mnie od nowa. I jeszcze raz... i kolejnyBądź egoistą!
Dawka zdrowego egoizmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. I żeby nie było- nie namawiam tu do zostania narcyzem, co to to nie, ale postaw się w centrum choć raz na jakiś czas bądź sam dla siebie najważniejszy, najlepszy najwspanialszy. I choć trudno w to uwierzyć patrząc na mnie wciąż się tego uczę. Z powodu czegoś co nazywam na swój prywatny użytek "moim małym borderline" moja samoocena jest ogólnie niska dość, a w momentach kryzysowych spada do poziomu -nieskończoność do sześcianu. …

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…