Przejdź do głównej zawartości

Na plażach Zanzibaru...

Już drugi raz miałam okazję uczestniczyć w koncertach na Placu Orła Białego odbywających się z okazji Jarmarku Jakubowego. Rok temu był to niezapomniany koncert Poparzonych Kawą Trzy. W tym roku zagrał Grzegorz Turnau. A w przyszłym roku może Plateau? albo SDM? Miło by było bardzo :)
Ale wróćmy do naszych baranów...
Koncert zapowiedział taki pan w śmiesznym operowym nieco wdzianku, ale tradycyjnie nie będę się rozpisywać na ten temat.
A sam koncert genialny! Może nie wszystkie utwory znałam (o dobra znałam w sumie mooooże 5 piosenek). Może pan Turnau nie śpiewa może tak jak wokalista Plateau (czyli tak jakby do każdego osobiście), ale też umie fajną rzecz. Mianowicie stworzył niesamowicie kameralną atmosferę. Gdyby nie pizgajacy (przepraszam za to słowo, ale żadne inne  nie odda siły wiatru) wiatr to powiedziałabym, że spędziłam półtorej godziny w kameralnej sali koncertowej. I było to bardzo sympatyczne półtorej godziny praktycznie pod samą scenę (w pierwszym rzędzie siedziałam :D )
Chciałabym napisać więcej o tym koncercie, ale jakoś słowa się mnie nie słuchają. Cóż chyba miejsce pod sceną w tłumie ludzi czkających na artystę to nie najlepsze miejsce do pisania relacji, ale chciałam to zrobić na świeżo.
Było i śmiesznie i lirycznie i kameralnie i na tym chyba skończę...

***
 
A nie może jednak nie... już dopchałam się tam gdzie chciałam, choć pierwszy raz mnie wiem czemu wzbudziło to we mnie mieszane uczucia mam nadzieje, że po raz pierwszy i ostatni, choć w sumie najważniejsze autografy już mam i to nawet razy kilka, bo z Elbląga (2012) i ze Szczecina (2013) i z Gdańska (2015), choć te ostatnie to tak mimochodem... bo w Gdańsku chciałam tylko autograf od Renaty Przemyk, ale jako, że p. Przemyk podała mój cud kajecik dalej...
I znów jadę tramwajem... tym razem sama i w Szczecinie
Ale znów zboczyłam z tematu, choć w sumie to nie ma już o czym za bardzo pisać. Tylko jakieś takie luźne skojarzenia i się tłuką od czaszką. Związane z innym miastem, innym koncertem, innym tramwajem i innym zeszytem, ale to se ne vrati....
Michał Leja twierdzi, że marzenia nie mają się spełniać. Ja jednak chciałabym usłyszeć Plateau na dożynkach w Markusach... Ot taki kaprys.
Ale tym razem już naprawdę kończę, bo zaraz będzie Karola Miarki- mój przystanek.
 
Pozdrowienia ze Szczecina "nad morzem",
Margot :D
 
 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

W sumie nie jest źle

Cześć,
Dawno mnie nie było. Ostatni raz zaglądałam tutaj przed wyjazdem do Montfoort. Od tego czasu wiele razy zbierałam się do wystukania kilku słów z aktualizacją. Nawet kilka razy zaczynałam pisać szkic wpisu w zeszycie, ale jakoś nigdy nie mogłam go skończyć.
Ale teraz, kiedy moje życie jako tako złapało jakiś pion  chciałabym wrócić do pisania, bo muszę przyznać, że trochę mi tego brakuje. Mam taki ambitny plan, żeby nowe wpisy pojawiały się raz w tygodniu, w niedzielę. Czy mi się uda? Wierzę, że mam szansę :)

A co przez te prawie 4 miesiące się u mnie działo?

Jak wiecie byłam w Holandii. Miałam być tam około 7 tygodni. Cóż, poszło nie po mojej myśli. W serach pracowało mi się naprawdę dobrze, myślałam, że szefostwo jest ze mnie zadowolone. A jednak po dwóch tygodniach podziękowali mi za współpracę. Trochę się załamałam. Na szczęście nie zostałam z tym sama, bo mam w Holandii osobę do której mogłam się zwrócić o pomoc. Dlatego po dwóch tygodniach z Montfoort przeniosłam się do He…

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…