Przejdź do głównej zawartości

Niedźwiedzie i inne bajki


Dzień świętego Jana. Niby jeden z wielu, ale nie tym razem. Może dzień to za dużo powiedziane, bo 19, to już raczej wieczór.
A o czym właściwie mowa?
No oczywiście, że o Projekcie Grechuta w Gdańsku. Niby piąty raz (serio? już?) a tremę miałam jak za pierwszym razem, ale o tym dlaczego to potem.
Koncert odbył się w Centrum świętego Jana na gdańskiej Starówce, Tradycyjnie wpadłam tuż przed, a właściwie to wpadłyśmy... pierwszy raz zabrałam na koncert moją Agu (jak ja się bałam, czy jej się spodoba...). Lepsze miejsca były zajęte, ale i tak nie mogłyśmy narzekać (ten filar był taaaki piękny :P) ale wróćmy do głównego tematu. Punkt 19 na scenę wyszła pani, która walnęła przemowę (taka jak wszystkie inne- za długa, nudna etc), o której rozpisywać się nie będę tylko przejdę dalej... Muzyka... była magiczna! Nie pierwszy raz byłam na Projekcie Grechuta w wersji akustycznej, ale ten koncert przebił wszystko! Akustyka i klimat wiekowej świątyni stworzyły niesamowitą otoczkę dla i tak genialnej już muzyki.
O ile na poprzednich koncertach znałam wszystkie utwory to tym razem Panowie mnie zaskoczyli (jak najbardziej pozytywnie :D ) nowymi utworami, które jesienią ukażą się na piątej płycie zespołu.
Na te dwie godziny świat jakby przestał istnieć, było wszystko... cała gama uczuć i emocji, było poważnie, lirycznie, a czasami wesoło i naśmiałam się jak rzadko kiedy, tym bardziej, że obok miałam Agę
Gościem na tym koncercie (bo i gościa zabraknąć nie mogło) była Renata Przemyk- kobieta o wspaniałym głosie (i mówię to ja- osoba która damskich wokali nie cierpi) i jeden z moich ulubionych gości Projektu. A skoro Plateau i Renata Przemyk to i oczywiście "Nic nie pachnie jak Ty", piosenka, która wywołuje u mnie dreszcze. I żadne nawet najlepsze słuchawki nie zastąpią wykonania na żywo.
Szkoda, że w życiu nie ma przycisku replay... ale przecież na nie jeden koncert pojadę :)
Wspominałam, że na koncercie byłam z Agą, to był jej "debiut" i z tego co ja zaobserwowałam wydaje mi się, że przypadło jej to do gustu, ale ona się sama na ten temat wypowie :D
Może wcześniej o tym nigdy nie wspominałam, ale czy wiecie dlaczego tak bardzo lubię te koncerty? Oczywiście poza wiadomą sympatią do Plateau.. otóż za każdym razem gdy jestem na koncercie i słucham jak Michał Szulim śpiewa mam takie wrażenie, że oprócz mnie nie ma tam nikogo innego. To jest cudowne i jedyne w swoim rodzaju zjawisko. Nie ma chyba innego wokalisty, który umiałby tak wspaniale śpiewając do wszystkich, śpiewać jednocześnie dla każdego z osobna. Dzięki temu każdy (a przynajmniej ja) czuje się jak ktoś wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.
Prrr... znów się rozpędziłam jak to ja mam w zwyczaju :)
Wracając do koncertu. W sumie ciężko jest mi ubrać to wszystko w odpowiednie słowa, ale jedno jest pewne, mogłabym tam siedzieć i siedzieć bez końca.
Po koncercie tradycyjnie było spotkanie z zespołem jak zawsze udane i sympatyczne.
Uff... ale wazelina, możecie pomyśleć, wiem, że używam samych superlatyw, ale chyba nie umiem znaleźć żadnych wad, zresztą i nie szukałam specjalnie bo i po co? Cieszę się tym co mam. Jak znam życie energii, którą się naładowałam na koncercie starczy mi na dłuuuuugo jeszcze.
Podsumowując cały ten chaos...
"Koncert spełnił moje oczekiwania i jestem w pełni usatysfakcjonowania..." wróć! to nie po mojemu... po mojemu to bedzie tak: Najlepszy prezent na Dzień Dziecka (bo bilet sfinansowała mi Mama w ramach prezentu na to święto ;D ) jaki w życiu dostałam. Niesamowite wspomnienia i kupa zwykłej czystej radości.
Kończąc chciałam podziękować chłopakom z Plateau za piękny wieczór i dużą dawkę dobrej energii tak w środku sesji egzaminacyjnej. Chciałam też pozdrowić dziewczyny z FanClubu: Nikę, Asię i Anię z podziękowaniem za fajne spotkanie.
M. Inkheart*


* Cały tekst został napisany nocą w moim niezawodnym kajeciku, kiedy wracałam a Agą tramwajem na Przymorze

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tak będzie lepiej już to wiem...

Nie rozpieszczam Was postami, nie ma co... ostatni post był w... lutym. Cóż pozostawię to bez komentarza.
Sporo się od tego czasu u mnie zmieniło. Zakończyłam swoją przygodę z przedszkolem. Zaczęłam przygodę ze szkołą, którą też niebawem zamierzam zakończyć (na szczęście). O powodach dla których nie zamierzam kontynuować współpracy w miejscu, w którym pracuję obecnie napiszę kiedy indziej, bo wiecie jak jest... ale na samą myśl o poniedziałku chce mi się wyć.
A co tam jeszcze poza tym?
W sumie bez zmian, dalej jestem no-lifem. ale wiecie co? Zaczęłam to cholera doceniać.
Bo wiecie co odkryłam dzięki zajęciom z psychologii klinicznej (tak, dalej studiuję tu gdzie studiowałam) i książce dr Sandi Mann "Psychologia od środka. Nauka badająca stan umysłu", że jestem jedną z osób, które mają osobowość unikającą, która charakteryzuje się trudnościami w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalny…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …

נולדתי לשלום

Dzisiaj zacznę piosenką... nieprzypadkową... zanim przejdziesz dalej posłuchaj... wiem, że na 99% nie rozumiesz tekstu bo jest po hebrajsku, ale później Ci to wytłumaczę. Obcuję.



Jak wiesz, albo zauważyłeś nie wypowiadam się na tematy związane z polityką. Raz kłóci się to z moim osobistym ja, które nawet jeśli ma jakieś poglądy dotyczące religii i polityki to nie wdaje się w dyskusje na ten temat z NIKIM, nawet z rodziną, a dwa, trochę z racji wykonywanego zawodu, bo pamiętam jak na studiach licencjackich wykładowczyni powiedziała nam, że nauczyciel nie powinien obnosić się ze swoimi poglądami na te tematy (z czym całkowicie się zgadzam, zresztą gdybym miała dzieci też nie chciałabym, żeby nauczyciel je indoktrynował w tym względzie).

Ale dzisiaj chcąc nie chcąc zahaczę nieco o politykę, bo trudno nie zawadzić.
Wczoraj w Gdańsku wydarzyła się tragedia. Co tu kryć nawet mnie, osobę, która dość chłodnym okiem patrzy na świat i to co się w nim dzieje, to mocno poruszyło. Już samo to, że …