Przejdź do głównej zawartości

Melodia pamięci

Konicziwa!
Znów mam "nastroje" najchętniej zamknęłabym się w szafie ze słuchawkami i olała cały świat... ale właściwie to nie o tym chciałam...
Tak sobie pomyślałam, że właściwie z każdą większą okazją kojarzy mi się jakaś jedyna piosenka i chciałam się z Wami tym podzielić, choć nie będzie to chronologicznie, bo po prostu mi się nie chce :)
1.Wesele Ani i Arka- Szczęśliwej drogi już czas
A czemu? Cóż ta piosenka była ok 5 rano i to przy tym utworze "wymiękłam" po przetańczonej calutkiej nocy, z czego część z welonem panny młodej

2. CEMS Chance (SGH w Warszawie)- Billie Jean
Tu chciałam polecić projekt- fajna sprawa, kilka niezapomnianych dni w Warszawie. A Jackson bo już zawsze ta piosenka była ze specjalną dedykacją dla kolegi.

3. Zabawa w Sielance (taki tam wolontariat, w sumie to już dawno i nie prawda, ale jednak)- Na dobre i na złe



Taniec z Jarkiem haha to była impreza :D 

4. Studniówka Kamila- Sen o Victorii


Cóż mogłabym wskazać jeszcze kilka innych piosenek, ale ta jakoś najbardziej mi się z tamtą nocą kojarzy hyhy

5. Kraków 2014- Gdy nie ma dzieci 

Wiem, że koncert Slasha był, ale ta piosenka bardziej tkwi jako "symbol" tego miasta. Dlaczego? Bo leciała w pewnym pubie, który nawet nie wiem dokładnie gdzie jest... ale miejsce sympatyczne, Krakusy też (pozdrawiam Marcela :) ) no i oczywiście towarzystwo z którym byłam. Pozdrowienia dla Ani, Konrada i Chłopaków z Bochni- dziękuję za miły wieczór!

6. Wesele Ani i Tomka- Niebezpiecznie piękny świt
Hah piosenka co najmniej nie weselna, ale jak ją usłyszałam to byłam baaardzo mile zaskoczona 
7. Plateau w Malborku
:3Oooo to jest dłuższa historia... kto nie był nie zrozumie hah
8.Kraków 2011 (?)- Niebo do wynajęcia

Wycieczka w gimnazjum i Zaczarowana Piosenka...

 To na  razie chyba tyle... ale na pewno pojawi się jeszcze wiele takich wspomnień :) i kto wie za jakiś czas może znów się nimi podzielę, a może coś mi się przypomni... kto wie :D

Adieu,
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tak będzie lepiej już to wiem...

Nie rozpieszczam Was postami, nie ma co... ostatni post był w... lutym. Cóż pozostawię to bez komentarza.
Sporo się od tego czasu u mnie zmieniło. Zakończyłam swoją przygodę z przedszkolem. Zaczęłam przygodę ze szkołą, którą też niebawem zamierzam zakończyć (na szczęście). O powodach dla których nie zamierzam kontynuować współpracy w miejscu, w którym pracuję obecnie napiszę kiedy indziej, bo wiecie jak jest... ale na samą myśl o poniedziałku chce mi się wyć.
A co tam jeszcze poza tym?
W sumie bez zmian, dalej jestem no-lifem. ale wiecie co? Zaczęłam to cholera doceniać.
Bo wiecie co odkryłam dzięki zajęciom z psychologii klinicznej (tak, dalej studiuję tu gdzie studiowałam) i książce dr Sandi Mann "Psychologia od środka. Nauka badająca stan umysłu", że jestem jedną z osób, które mają osobowość unikającą, która charakteryzuje się trudnościami w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalny…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …

נולדתי לשלום

Dzisiaj zacznę piosenką... nieprzypadkową... zanim przejdziesz dalej posłuchaj... wiem, że na 99% nie rozumiesz tekstu bo jest po hebrajsku, ale później Ci to wytłumaczę. Obcuję.



Jak wiesz, albo zauważyłeś nie wypowiadam się na tematy związane z polityką. Raz kłóci się to z moim osobistym ja, które nawet jeśli ma jakieś poglądy dotyczące religii i polityki to nie wdaje się w dyskusje na ten temat z NIKIM, nawet z rodziną, a dwa, trochę z racji wykonywanego zawodu, bo pamiętam jak na studiach licencjackich wykładowczyni powiedziała nam, że nauczyciel nie powinien obnosić się ze swoimi poglądami na te tematy (z czym całkowicie się zgadzam, zresztą gdybym miała dzieci też nie chciałabym, żeby nauczyciel je indoktrynował w tym względzie).

Ale dzisiaj chcąc nie chcąc zahaczę nieco o politykę, bo trudno nie zawadzić.
Wczoraj w Gdańsku wydarzyła się tragedia. Co tu kryć nawet mnie, osobę, która dość chłodnym okiem patrzy na świat i to co się w nim dzieje, to mocno poruszyło. Już samo to, że …