no fight

Cześć.
Kiedyś byłam wojownikiem. walczyłam dosłownie o każdą pierdołę.
Starałam się pielęgnować każdą relację, zależało mi na każdej nici sympatii, czasami nawet na siłę tak bardzo byłam złakniona przyjaźni i jakichkolwiek oznak tego, że ktoś mnie lubi. Ale dzisiaj to się zmieniło.
Nie wiem w sumie czemu. Może po prostu dorosłam? A może się zmęczyłam bezsensowną walką o rzeczy, które się wypaliły same z siebie? Może nauczyłam się odsiewać ziarno tych naprawdę wartościowych relacji, od plew tych zbędnych, toksycznych?
Doszłam do takiego etapu w swoim życiu, że najchętniej odcięłabym się od świata i zatopiła się w światach stworzonych, przez Pilipiuka, Komudę, Piekarę i kilku innych ludzi. Możecie to nazwać fochem, weltschmerzem (uwielbiam to słowo po prostu) czy jak tam chcecie, ale ja się zwyczajnie ostatnio alienuję od świata. I zauważam dużo zmian na plus we mnie... na przykład potrafię się zdystansować od wielu spraw, które mnie dotyczą. Mniej nerwowa się zrobiłam też, bo i po co mam sobie nadciśnienie i  wrzody żołądka hodować.
Inaczej dzisiaj patrzę na relacje interpersonalne i mniej się na nich skupiam, poświęcając więcej czasu mojej komunikacji z samą sobą. Chyba dzięki temu lepiej rozumiem siebie i swoje dziwne czasem przemyślenia... wiem co mówią o ludziach, którzy rozmawiają z sobą, ale wiecie co... to nie zawsze równa się zaburzeniom w sferze psychicznej czy emocjonalnej. Czasami zwyczajnie człowiek najlepiej czyje się w swoim własnym towarzystwie i najlepiej mu się rozmawia ze swoim umysłem. Ja bardzo często z braku lepszego rozmówcy mówię głośno do siebie, czasami nawet w miejscach "publicznych" choć raczej staram się robić to tylko w domowym zaciszu ;)
Co jeszcze dała mi ta izolacja? Dowiedziałam się, że nie muszę być dla innych, a tylko dla siebie.
I oczywiście nauczyłam się, że jak drugiej osobie nie zależy to naprawdę nie warto żył sobie wypruwać, bo i tak nikt tego nie doceni. Lepiej ta energię spożyć na coś co mi sprawi przyjemność... ot na przykład koszenie trawnika (bardzo przyjemna sprawa- dobry sposób na rozładowanie energii) albo ugotowanie czegoś pysznego.
Co mogę Wam jeszcze powiedzieć... jestem po prostu wolna, bo kiedyś trzeba zacząć ŻYĆ DLA SIEBIE, A NIE DLA INNYCH, bo na takie życie to szkoda czasu. Nie mówię oczywiście o całkowitym odseparowaniu się od znajomych, bo jednak człowiek jest zwierzęciem stadnym jakby nie było, ale nie można stawiać znajomych ponad sobą. Może to jest egoizm, ale kurcze potrzebny...

I z taką refleksją zostawiam Was dzisiaj,
M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bawię się świetnie...

Marusia i reszta świata...

Niby-nóżka niby-mózg