Piekło i niebo

Jest tak późno, że już wcześnie. Ale ja nie mogę spać, dlatego chciałam o czymś opowiedzieć.

Siedzę sobie ze słuchawkami na uszach i gra mi Rubik. Owszem klaskanie i te sprawy. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak dobrze się tego słucha tak w środku nocy. W dzień to już nie jest to samo, nie ma tej specyficzne magii, która wiąże się z ciemnością panującą wokół mnie i otulającą mnie jak miły kocyk.
Na pozór nie pasuje to do mnie może, ale jakby się głębiej zastanowić to i owszem jest to jak najbardziej na miejscu.
Nie jest to słuchanie dla samego tylko słuchania. Ma ono znaczenie dwojakie dla mnie.
Pierwsze:
O czym są te piosenki? O miłości (oczywiście). Należę do osób, który powinno się zabronić słuchania takiej muzyki i oglądania komedii romantycznych. Jako osoba "pojedyncza" (że singielka w tym sensie) i bez powodzenia w tych sprawach jak do tej pory, takie piosenki totalnie rozwalają mi totalnie system nerwowy. A jak zaczynam oglądać teledyski to w ogóle kończy się to takim rozedrganiem, że ciężko mi się potem zebrać do kupy. Choć na filmie płakałam może dwa razy w życiu (raz na filmie "Popiełuszko. Wolność jest w nas", a raz na  Harrym Potterze gdy Snape umierał) to przy tej muzyce mam łzy w oczach. Zresztą tyczy się to nie tylko piosenek Piotra Rubika. Na koncertach też mi się zdarza mieć oczy w mokrym miejscu, dlatego zazwyczaj maluję się minimalnie, żeby w razie czego straty były jak najmniejsze. Ale wracając do tematu. Jest to dla mnie taka trochę forma samoudręczenia.
Ale z drugiej strony...
Bardzo mnie to uspokaja... niby jedno i drugie się wyklucza, i brzmi to totalnie bezsensu, ale wcale tak nie jest. Ta muzyka napełnia mnie spokojem, ale nie takim pospolitym, tylko tym takim wielkim, który rozrasta się w sercu i głowie i rozkwita jak kwiat. Można by ten stan określić czymś w rodzaju nirwany, ale też nie tak do końca. Lubię ten stan, jest mi wtedy tak... nawet nie wiem jak to określić. W każdym bądź razie lubię tak trwać oddzielona zasłoną muzyki od świata i poza spokojem i muzyką nie odczuwać niczego innego.
A wprawić mnie w ten stan poza muzyką Rubika potrafi jeszcze tylko jeden wykonawca... to już inna historia. Musiałabym opowiedzieć prawie cztery lata (pełne cztery minie 4.września) mojego życia, może kiedyś to zrobię... z pewnością, ale poczekam na sprzyjający moment. A tymczasem zostawiam Was z tym.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bawię się świetnie...

Niby-nóżka niby-mózg

W kartonie