Przejdź do głównej zawartości

.na zawsze

Na zawsze- pojęcie bardzo względne.
Zwłaszcza jeśli chodzi o przyjaźń.
W naszej paczce z liceum było sporo osób. I mówię tylko o absolwentach. Bo Ci którzy jeszcze chodzą to inna bajka, choć uwielbiam ich mocno, mocno <3
No więc wracając do starej gwardii no cóż z żalem muszę powiedzieć, że się wszystko spóło i rozlazło, choć tak na prawdę nie minął jeszcze rok. Niektórzy się poobrażali nie wiadomo o co właściwie, z niektórymi kontakt urwał się śmiercią naturalną. Właściwie tylko ja i Agu trzymamy się razem, choć jak wiadomo nie jest to łatwe, bo ja tu, a Ona w Gdańsku, ale jak się chce to kurza stopa można!
Cóż są tacy co na własne życzenie się oddalają. Tak powoli i systematycznie, co jest jak dla mnie przykre, bo nie lubię mijać kogoś, kto jest mi dość bliski, na korytarzu, kto patrzy na mnie i wyraźnie mnie ignoruje. Bo co? Bo się znudziłam jako przyjaciółka? Ale co ja mogę, narzucała się nie będę, poboli, poboli i przestanie. Może też kiedyś będę udawała, że tej osoby (nie chcę podawać zbyt wielu imion, bo i po co) nie znam. Nie lubię jak, się mnie ignoruje, w imię nie wiadomo właściwe czego.
No i jedna osoba niestety sama niestety się skreśliła, nie spełniając kilka razy danego mi słowa. Na to nic nie poradzą. za pierwszym razem przebolałam, i odpuściłam, ale w końcu no ileż można. No żeby chociaż przyznał się do błędu, ale nie lepiej udawać idiotę, że niby nie wie o co mi chodzi. Cóż jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, ja pierwsza się odzywać nie będę, bo to nie  moja wina była i nie mogę ciągle być "ta miła naiwna, co każdy grzech przebaczy" bo to bez sensu.

Ale żeby zakończyć pozytywnie to chciałam podziękować Agu za to popołudnie dzisiaj i Ukrytą prawdę okraszoną herbatą malinową <3

m.

I pioseneczka specjalnie dla niej! Ty wiesz <3


103 dni do... <3

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

W sumie nie jest źle

Cześć,
Dawno mnie nie było. Ostatni raz zaglądałam tutaj przed wyjazdem do Montfoort. Od tego czasu wiele razy zbierałam się do wystukania kilku słów z aktualizacją. Nawet kilka razy zaczynałam pisać szkic wpisu w zeszycie, ale jakoś nigdy nie mogłam go skończyć.
Ale teraz, kiedy moje życie jako tako złapało jakiś pion  chciałabym wrócić do pisania, bo muszę przyznać, że trochę mi tego brakuje. Mam taki ambitny plan, żeby nowe wpisy pojawiały się raz w tygodniu, w niedzielę. Czy mi się uda? Wierzę, że mam szansę :)

A co przez te prawie 4 miesiące się u mnie działo?

Jak wiecie byłam w Holandii. Miałam być tam około 7 tygodni. Cóż, poszło nie po mojej myśli. W serach pracowało mi się naprawdę dobrze, myślałam, że szefostwo jest ze mnie zadowolone. A jednak po dwóch tygodniach podziękowali mi za współpracę. Trochę się załamałam. Na szczęście nie zostałam z tym sama, bo mam w Holandii osobę do której mogłam się zwrócić o pomoc. Dlatego po dwóch tygodniach z Montfoort przeniosłam się do He…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …