Przejdź do głównej zawartości

Sałatka z ryżem

Siema, witam w mojej kuchni ^.^
Dzisiaj notatka po kilkudniowej przerwie. Ale za to jaka notatka!
Ostatnio na facebook'u obiecałam rzucić kilka przepisów. Oto jeden z nich, który choć znam go od ładnych paru lat jet dla mnie niejako odkryciem, bo wcześniej nie jadłam tej sałatki bo papryki nie lubię, a i za kukurydzą też specjalnie nie szaleję.

Sałatka z ryżem i wędzonym kurczakiem

Składniki:

  • 2 torebki ryżu paraboloid
  • Połówka wędzonego kurczaka
  • 2 małe lub jeden większy słoik korniszonów
  • Puszka kukurydzy
  • Pół niedużego słoika papryki konserwowej (no chyba, że ktoś lubi więcej)
  • 3-5 łyżek majonezu (ja używam rzymskiego od Fruktusa)
  • opcjonalnie sól i pieprz (choć ja soli użyłam tylko do gotowania ryżu)
Przygotowanie:

  1. Ryż ugotuj w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu i ostudź 
  2. Kurczaka, obierz ze skóry, która jest dość twarda i tłusta, i tłuszczu. oddziel mięso od kości i pokrój je w niezbyt grubą kostkę, choć nie staraj się kroić zbyt drobno bo otrzymasz pastę z kurczaka
  3. W dość drobną kostkę pokrój ogórki i paprykę
  4. Odsącz kukurydzę z zalewy.
  5. Wszystkie składniki wsyp do miski i przemieszaj. Potem dodaj majonez. powinno być go tyle aby oblepiał wszystkie składniki, jednak gdy będzie go zbyt dużo to zdominuje smak potrawy.
  6. Ewentualnie jeśli nie odpowiada Ci smak sałatki, który bez przypraw jest bardzo delikatny i łagodny dopraw do smaku.
  7. Jeśli szykujesz ją dla gości to przełóż w ładną miskę, wierzch posmaruj majonezem żeby ładnie wyglądał.
  8. Et volia! Gotowe
 Smacznego!


Ja w tej sałatce lubię właśnie tą jej delikatność i mogę ją jeść nawet bez pieczywa, choć trudno zaprzeczyć, że jest dość kaloryczna, ale czasami warto się skusić ;)

Małgosia.

Do wyjazdu zostało: 16 DNI!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

W sumie nie jest źle

Cześć,
Dawno mnie nie było. Ostatni raz zaglądałam tutaj przed wyjazdem do Montfoort. Od tego czasu wiele razy zbierałam się do wystukania kilku słów z aktualizacją. Nawet kilka razy zaczynałam pisać szkic wpisu w zeszycie, ale jakoś nigdy nie mogłam go skończyć.
Ale teraz, kiedy moje życie jako tako złapało jakiś pion  chciałabym wrócić do pisania, bo muszę przyznać, że trochę mi tego brakuje. Mam taki ambitny plan, żeby nowe wpisy pojawiały się raz w tygodniu, w niedzielę. Czy mi się uda? Wierzę, że mam szansę :)

A co przez te prawie 4 miesiące się u mnie działo?

Jak wiecie byłam w Holandii. Miałam być tam około 7 tygodni. Cóż, poszło nie po mojej myśli. W serach pracowało mi się naprawdę dobrze, myślałam, że szefostwo jest ze mnie zadowolone. A jednak po dwóch tygodniach podziękowali mi za współpracę. Trochę się załamałam. Na szczęście nie zostałam z tym sama, bo mam w Holandii osobę do której mogłam się zwrócić o pomoc. Dlatego po dwóch tygodniach z Montfoort przeniosłam się do He…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …