Przejdź do głównej zawartości

Niebanalna Syrena w Stolicy

Już nadszedł ten dzień, w którym zacznę relacjonować powoli to co działo się w TAMTEN weekend. Ale zacznę od końca czyli od koncertu w Syrenie.

Samego pobytu w Warszawie opisywać nie będę, bo nie ma specjalnie o czym pisać, tylko wstawię zdjęcie PKiN w pięknej iluminacji- jedyna rzecz warta uwagi
O i tak to wygląda, ale wracając do tematu głównego :)
Do teatru wpadłam, jak na mnie przystało, 5 minut przed rozpoczęciem koncertu, w biegu łapiąc kopertę od D. w której był mój bilet i identyfikator. Oczywiście pędem do szatni rozpłaszczyć się i zostawić toboła (taaak miałam ze sobą oczywiście mój wielgachny plecak wypchany po brzegi). Oczywiście numerek wrzuciłam na odwal się do torby (i potem myślałam, że przepadł, ale jak się dowiedziałam, że "przyjemność" zgubienia numerka kosztuje 25 pln to wywróciłam torbę na druga stronę i znalazł się, a jakże) i równo z 3 dzwonkiem wleciałam na salę, gubiąc się kilka razy po drodze, zanim znalazłam właściwe miejsce (jak to ja oczywiście). Jako, że siedziałam, wśród ludzi z FC, których (wtedy jeszcze) nie znałam to akurat miałam pół minuty, na rekonesans i zapoznanie się. Dosłownie chwilkę później zgasły światła i zaczęło się coś na co zawsze czekam... MAGIA. Był to już mój nie chwaląc się czwarty Projekt Grechuta, ale pierwszy akustycznie. Fakt, że koncert był "bez prądu" jeszcze bardziej spotęgował magię, którą Muzyka niesie sama w sobie. Oczywiście jak to w Projekcie pojawił się gość. Tym razem był to niesamowita pani Magda Umer, o której już kiedyś wspominałam na blogu. P.Umer zrobiła na mnie ogromne wrażenie, nie tylko talentem, ale swoim poczuciem humoru i dostojeństwem, ale takim niewymuszonym, którym emanowała ze sceny całą swoją postacią, każdym ruchem i wypowiedzianym słowem. I co by tu jeszcze o koncercie?
Jak zawsze, kiedy ja jestem skończyło się na standing ovation (i nie wyobrażam sobie innego scenariusza).
Podsumowując koncert był, że też użyję, słowa, które może niezbyt pasuje, ale lepszego nie znam, MEGA! Jak zawsze bawiłam się świetnie, zarówno na koncercie, jak i podczas spotkania z Plateau później. Mimo, że do Warszawy jechałam przez Kraków to naprawdę warto było i gdybym miała wybierać to zrobiłabym to jeszcze raz i jeszcze...

Dzięki za uwagę,
M.

Komentarze

  1. Gonia, Ty pisarko!
    Dobrze, że się świetnie bawiłaś. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam zaraz pisaaarko :D
    To że walę powiedzmy, że składnie w klawisze nie robi ze mnie jeszcze pisarki hehe.
    A że bawiłam się bardziej niż świetnie to inny motyw tej historii :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tak będzie lepiej już to wiem...

Nie rozpieszczam Was postami, nie ma co... ostatni post był w... lutym. Cóż pozostawię to bez komentarza.
Sporo się od tego czasu u mnie zmieniło. Zakończyłam swoją przygodę z przedszkolem. Zaczęłam przygodę ze szkołą, którą też niebawem zamierzam zakończyć (na szczęście). O powodach dla których nie zamierzam kontynuować współpracy w miejscu, w którym pracuję obecnie napiszę kiedy indziej, bo wiecie jak jest... ale na samą myśl o poniedziałku chce mi się wyć.
A co tam jeszcze poza tym?
W sumie bez zmian, dalej jestem no-lifem. ale wiecie co? Zaczęłam to cholera doceniać.
Bo wiecie co odkryłam dzięki zajęciom z psychologii klinicznej (tak, dalej studiuję tu gdzie studiowałam) i książce dr Sandi Mann "Psychologia od środka. Nauka badająca stan umysłu", że jestem jedną z osób, które mają osobowość unikającą, która charakteryzuje się trudnościami w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalny…

Birds are flying on the Europe skies...

Jest niedziela,  już nie późno, ale jeszcze nie wcześnie. Długo zajęło mi zebranie się w sobie żeby wrócić z nowym postem...
Podejrzewam że ten wpis będzie żałosny w swej formie i narzekaniu,  ale takie mam od dłuższego czasu nastroje...  Po prostu depresja w rozkwicie.
Jak przez ostatnie półtora miesiąca wyglądało moje  Nie-życie? Praca-dom-szkoła. Wpadłam w kierat i nawet w dzień wypłaty nie miałam się  lepiej,  a wręcz patrząc na stan konta czułam się jakby  mi ktoś w twarz dał... Tak wiem,  że młoda jestem, nie mam doświadczenia to czego się spodziewam...  Ale do cholerny...  Chciałabym jednak żyć spokojnie, a nie zastanawiać się czy jeśli po opłaceniu szkoły i innych zobowiązań jeśli  kupię sobie nowe spodnie i buty to czy starczy mi  do następnej wypłaty.  Moje koleżanki ze studiów jak im powiedziałam ile średnio zarabiam pracując w zawodzie były pod wrażeniem,  że jeszcze nie rzuciłam pracy, a wręcz brnę w to kończąc kolejne studia w tym samym kierunku... Cóż póki co pracuję …

נולדתי לשלום

Dzisiaj zacznę piosenką... nieprzypadkową... zanim przejdziesz dalej posłuchaj... wiem, że na 99% nie rozumiesz tekstu bo jest po hebrajsku, ale później Ci to wytłumaczę. Obcuję.



Jak wiesz, albo zauważyłeś nie wypowiadam się na tematy związane z polityką. Raz kłóci się to z moim osobistym ja, które nawet jeśli ma jakieś poglądy dotyczące religii i polityki to nie wdaje się w dyskusje na ten temat z NIKIM, nawet z rodziną, a dwa, trochę z racji wykonywanego zawodu, bo pamiętam jak na studiach licencjackich wykładowczyni powiedziała nam, że nauczyciel nie powinien obnosić się ze swoimi poglądami na te tematy (z czym całkowicie się zgadzam, zresztą gdybym miała dzieci też nie chciałabym, żeby nauczyciel je indoktrynował w tym względzie).

Ale dzisiaj chcąc nie chcąc zahaczę nieco o politykę, bo trudno nie zawadzić.
Wczoraj w Gdańsku wydarzyła się tragedia. Co tu kryć nawet mnie, osobę, która dość chłodnym okiem patrzy na świat i to co się w nim dzieje, to mocno poruszyło. Już samo to, że …