Przejdź do głównej zawartości

Leczo- wariacja

Dzisiaj post kulinarny :)
Leczo zna każdy, lub prawie każdy. Ja dzisiaj osobiście znalazłam cztery ostatnie cukinie i kilka papryk w ogródku, Mama wczoraj kupiła pieczarki i kiełbaskę no i GOTOWAŁAM!

Ale to nie było takie klasyczne leczo do końca... dlaczego? A zobaczycie w przepisie :)
(proporcji nie podaję bo to zależy co kto lubi)

SKŁADNIKI:

  • Cukinia
  • Pieczarki
  • Kiełbasa (no chyba, że ktoś gardzi mięsem no to nie ;])
  • Cebula
  • Papryka
  • Przecier pomidorowy (koncentratu używać nie umiem ;P)
  • Warzywa na patelnię (z zamrażarki, ale własna kompozycja tworzona systematycznie, [w jej skład wchodzą: fasolka szparagowa, marchewka, kalafior, brokuł], ale wy możecie użyć tej ze sklepu, albo dodać świeże warzywa, gotując je wcześniej do prawie miękkości)
  • Por (bo w mieszance warzyw nie mam)
  • Przyprawy, ketchup, tłuszcz do smażenia
PRZYGOTOWANIE
  1. Cukinię należy obrać i pokroić w kostkę (kostka mniej się rozciapa podczas gotowania) i wrzucić do gara razem z listkiem laurowym i zielem angielskim, podlewając odrobiną wody, żeby się nie przypaliła zanim sama puści sok (i to dużo soku) 
  2. Gdy cukinia już stoi na gazie/płycie/whatever, czas na kiełbasę, cebulę i pora. Kiełbasę pokroić i półplasterki i przesmażyć mieszając od czasu do czasu żeby się nie przypaliła. W między czasie obrać cebulę i pora. Cebulę pokroić w dość grube półplastry, pora też tylko, że jak najcieniej. Kiedy kiełbasa będzie już prawie usmażona wrzucić pokrojone warzywa i smażyć dopóki cebula i por nie zmiękną (choć por do końca miękki nie będzie, ale to daje bardzo fajny efekt) często mieszając, bo por i cebula lubią się przywęglać. Usmażone dodać do cukinii i wymieszać
  3. Pieczarki obrać, pokroić na grube plastry i podobnie jak kiełbasę przesmażyć. Z tym, że pieczarki na początku najpierw puszczają wodę. Ta woda musi odparować. Po obsmażeniu do gara
  4. W między czasie można zacząć przesmażać warzywa na patelnię bo one potrzebują ciut więcej czasu z racji, że są zamarznięte, ale trzeba smażyć je kilka minut krócej niż jest napisane na opakowaniu bo przecież jeszcze się będą gotować w leczu. Po smażeniu oczywiście wiadomo co z nimi począć ;)
  5. Paprykę umyć (najlepiej wcześniej żeby obciekła) rozkroić, wybrać nasiona i pokroić w niezbyt drobną kostkę. Ja zazwyczaj ją przesmażam, bo wtedy krócej trzeba ją gotować, aczkolwiek to nie jest konieczne.
  6. Kiedy wszystko mamy już w garnku wymieszane i pyrkające czas dolać przecier pomidorowy i doprawić. Każdy robi to według własnego smaku. Ja zawsze po pierwsze zalewam odrobiną soku z lecza patelnię i "odzyskuję" smak ze smażenia, bo to baaardzo dużo daniu daje. I obowiązkowo dodaję ketchup pikantny, bo z doświadczenia wiem, że bardzo to ułatwia życie. I jakie przyprawy jeszcze? Ja daję ich bardzo dużo, po prostu otwieram szafkę z przyprawami i improwizuję. Przy przyprawianiu zawsze trzymam się zasady, że potrawa powinna być i słona i ostra i kwaśna i trochę słodka i każdy z tych smaków powinien być wyczuwalny, a jeden powinien delikatnie dominować i u mnie to jest zazwyczaj jednak ostry ];) 
  7. Kiedy już doprawimy musimy odgotować jeśli jest taka potrzeba nadmiar wody, choć nie można gotować za długo bo wszystko się rozgotuje i powstanie pulpa.
No i gotowe! Jest trochę pracy, ale jak się ma gdzie przechować to można zrobić więcej zamrozić i zimą wyjąć sobie na obiad takie pyszne letnio-jesienne jedzonko. A takie leczo pyszne jest nie tylko z chlebem ale też z makaronem, kopytkami czy plackami ziemniaczanymi. Ilość opcji jest ograniczona tylko naszą Wyobraźnią!
Smacznego,
Gośka

Do Wyjazdu: 26 DNI

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy rok- nowa ja

taaaa... już się rozpędzam i lecę.

To nie będzie żadne podsumowanie ubiegłego roku, bo co tu podsumowywać, skoro wiele się nie działo. Nic, null, zero, nothing. Nie powiem, że się nie zmieniło, bo parę zmian zaszło, ale  nie ma nad czym się rozwodzić.

Ale wracając do tematu "nowy rok- nowa ja"... nie zamierzam lecieć na siłownię, katować się dietą, czytać podręczników motywacji, choć pewnie wszystko to by mi się przydało, ale sama myśl o tym mnie napawa obrzydzeniem. Siłownia to nie dla mnie, ale jak zrobi się ciepło i owszem wsiądę na rower. Dieta... cóż przez tydzień byłam na kapuścianej, dziękuję postoję. A co do książek motywacyjnych- wolę po raz setny przeczytać Harry'ego Potter'a, Sagę o Ludziach Lodu, książki Moniki Szwaji, albo Miejsce za Miejscem Michała Szulima.

Chociaż w sumie to mam kilka "drobnych" postanowień, celów, czy jak to tam zwał.

Znajdę sobie znajomych (TAK! może brzmi to śmiesznie, ale nie licząc kilku osób ze studiów, z którymi widzę …

Bawię się świetnie...

...czyli krótka lekcja jak podnieść poziom zadowolenia z życia i zmniejszyć ilość życiowych rozczarowań.

Jeśli jest coś na czym Ci zależy nie nastawiaj się na to
Sama się przekonałam, że jeśli mocno mi zależy na czymś to z pewnością coś nie wypali. Nawet jeśli nie zawali się cały plan to coś pójdzie nie tak.Umiesz liczyć- licz na siebie.
Prawda stara jak świat, niby ją znam od zawsze, ale jej sedno za każdy razem jak coś się zawali dociera do mnie od nowa. I jeszcze raz... i kolejnyBądź egoistą!
Dawka zdrowego egoizmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. I żeby nie było- nie namawiam tu do zostania narcyzem, co to to nie, ale postaw się w centrum choć raz na jakiś czas bądź sam dla siebie najważniejszy, najlepszy najwspanialszy. I choć trudno w to uwierzyć patrząc na mnie wciąż się tego uczę. Z powodu czegoś co nazywam na swój prywatny użytek "moim małym borderline" moja samoocena jest ogólnie niska dość, a w momentach kryzysowych spada do poziomu -nieskończoność do sześcianu. …

W kartonie

Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…