Posty

Bawię się świetnie...

...czyli krótka lekcja jak podnieść poziom zadowolenia z życia i zmniejszyć ilość życiowych rozczarowań.

Jeśli jest coś na czym Ci zależy nie nastawiaj się na to
Sama się przekonałam, że jeśli mocno mi zależy na czymś to z pewnością coś nie wypali. Nawet jeśli nie zawali się cały plan to coś pójdzie nie tak.Umiesz liczyć- licz na siebie.
Prawda stara jak świat, niby ją znam od zawsze, ale jej sedno za każdy razem jak coś się zawali dociera do mnie od nowa. I jeszcze raz... i kolejnyBądź egoistą!
Dawka zdrowego egoizmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. I żeby nie było- nie namawiam tu do zostania narcyzem, co to to nie, ale postaw się w centrum choć raz na jakiś czas bądź sam dla siebie najważniejszy, najlepszy najwspanialszy. I choć trudno w to uwierzyć patrząc na mnie wciąż się tego uczę. Z powodu czegoś co nazywam na swój prywatny użytek "moim małym borderline" moja samoocena jest ogólnie niska dość, a w momentach kryzysowych spada do poziomu -nieskończoność do sześcianu. …

Niby-nóżka niby-mózg

Ostatnio strasznie (jak to ja) na narzekałam. Ale nie będę się z tego co napisałam wycofywać, bo jest jak jest.
Ostatnio jednak nastrój mi się ździebko podniósł i tego się trzymajmy.
Właśnie wracam z ostatniego w tej sesji egzaminu i tak sobie o amebach myślę... i o tym jak bardzo niektórzy ludzie są do nich mentalnie podobni.
Ludzie, którzy powinni już choćby z racji stażu życia mieć jakieś pojęcie o tym, że świat składa się nie tylko z bliskich i znajomych królika, ale i z całej rzeszy innych ludzi z którymi chce się czy nie trzeba współżyć w społeczeństwie, często zachowują się jak cholerni królowie świata. Nie ważne zasady wychowania, nie ważne ogólne zasady współżycia społecznego, o przepisach prawa nie wspominając. 
Ja zawsze staram się nikomu nie przeszkadzać i nie wadzić. I wymagam od innych tylko tego samego.
Czy takie trudne jest przestrzeganie najogólniejszych zasad?
Naprawdę?

Nastała noc...

Mam w sobie wiele żalu i frustracji.
Czuję, że coś wymyka mi się z rąk.Okazuje, że fakty, które brałam za pewnik wcale takie nie są i mam wrażenie, że wszyscy o tym wokół wiedzą, tylko ja trwam w jakiejś dziwnej przestrzeni do której docierają tylko od przypadku do przypadku jakieś okruchy rzeczywistości. Czuję się jakby wykluczona poza nawias "życia społecznego", może trochę i jest w tym mojej winy, bo jakoś nie mam zacięcia aktywisty, ale z drugiej strony mam tak, że nie lubię się narzucać i pchać na krzywy ryj tam gdzie nikomu mnie nie brakuje, I wynikiem tego jak widać jest, to że z dnia na dzień coraz bardziej się wycofuję... niezauważalnie i powoli, ale konsekwentnie umykam. Nie jestem osobą, którą łatwo zrozumieć, mam tego świadomość. Wiem, też, że uchodzę często za osobę dość chłodną i wycofaną. I taka jestem. W jakimś stopniu to jest mój wybór, ale też nie do końca. A dlaczego? To pozwala unikać mi kolejnych rozczarowań, które zwłaszcza ostatnimi czasy są dużym frag…

A świstak siedzi...

Ach! Jak dawno mnie tu nie było... od kwietnia jakoś? Długo,
A w tym czasie tyle się przecież wydarzyło.
Ale po kolei streszczę Wam co u mnie.
1. Był czas, że myślałam, że poznałam Kogoś... wiecie jak to jest... no i skończyło się na tym, że mi się wydawało. A uświadomiłam to sobie w momencie, kiedy nie mogłam sobie przypomnieć jak On ma na imię. Przykre... albo i nie!
2. Ten, o którym pisałam wiosną, dalej (chyba niestety) jest. I w sumie chciałabym to zakończyć, ale brakuje mi odwagi i pomysłu jak to zrobić w delikatny, ale i stanowczy sposób... chyba w końcu wykorzystam TĄ piosenkę.
3. Kawałek lipca i cały sierpień spędziłam w Niderlandach. Na totalnym zadupiu.  I cóż że było ono dość urocze, skoro w mieszkaniu dostałam alergii na pleśń i wilgoć, do pracy (a niech tą fabrykę kanapek piekło pochłonie) miałam 2,5 km piechotą (niezależnie od pogody)  a najbliższy sklep był w niemieckim Gronau (Westfalia) ponad 3,5 km od domu i to w przeciwną stronę niż Losser, w którym pracowałam (tam…

Miliony planów, setki marzeń...

Obraz
Czekałam na ten moment od koncertu w Teatrze Syrena gdy pierwszy raz usłyszałam "Niebezpiecznie piękny świt"... i po dwóch latach NARESZCIE dostałam w swoje ręce piątą płytę PLATEAU. Co prawda premiery jeszcze nie było (premiera będzie pojutrze- 01.04, ale nie mogłam się powstrzymać). Jak tylko się dowiedziałam, że można album kupić w przedsprzedaży i to jeszcze z autografami to sprawą oczywistą było, że MUSZĘ go mieć. No i dzisiaj (a właściwie wczoraj) odebrałam go od A. bo zamawiałyśmy razem.

Płyta nosi tytuł "W związku z Tobą". I świetnie ten tytuł do niej pasuje

Na płycie znajduje się 11 utworów. Dziesięć z nich to autorskie utwory  zespołu, a jeden jest prezentem od Marka Jackowskiego, który był aż do swojej śmierci częstym  gościem na koncertach z cyklu "Projekt Grechuta".


Cała płyta ma bardzo liryczny charakter, zwłaszcza w porównaniu do poprzednich albumów. Gdybym miała określić ją jednym słowem to byłoby to "WYJĄTKOWA".  Nie tylko dlate…

Jeszcze ciągle mam dla Pani tyle kwiatów do zebrania....

Obraz
Co to jest przyjaźń?

Tak mi się ostatnio nasunął taki temat. Między innymi dlatego, że związany jest z tematem mojej pracy licencjackiej :)

Dla mnie przyjaźń jest czymś wyjątkowym. To nie tylko poziom relacji na jaki możemy wejść z drugim człowiekiem.

Czym jest ona dla mnie?
To swojego rodzaju wspólnota dusz. Przy jednoczesnym zachowaniu ich odrębności. Bo w przyjaźni nie chodzi o to żeby cały czas chodzić za rączkę z tą drugą osobą i ciągle razem chichotać po kątach.

Przyjaźń polega na tym, że mamy rzeczy, które są nasze "wspólne" (jakieś zainteresowania, niektóre poglądy, znajomi itp.), ale mamy też rzeczy, które są tylko "nasze". I obie strony muszą szanować te rzeczy które nie są wspólne, nie zależnie od tego jakie jest ich zdanie na ten temat.

Przyjaźń wbrew pozorom nie jest czymś łatwym. Uwierzcie mi, że każda przyjaźń ma swoje większe i mniejsze kryzysy. Powiedziałaby, że tak jak w życiu, ale przecież przyjaźń to JEST integralna cześć życia.

Przecież przyja…

nie jesteś Bogiem, bądź więc sobą...

Byłam dzisiaj w liceum, które skończyłam dwa lata temu. Lubię tam wracać ;)

I tak rozmawiałam sobie z Panią P. na różne tematy i tak mi się nasunęła o szacunku.

Zarówno mi jak i zapewne Wam wmawiano bezwarunkowy szacunek do nauczyciela (nie pedagoga! bo NIE KAŻDY NAUCZYCIEL JEST PEDAGOGIEM, A NIE KAŻDY PEDAGOG NAUCZYCIELEM). Tego, "pana życia i śmierci".
Szkoda tylko, że nauczyciel wymagając od ucznia szacunku sam bardzo często do nie ma dla swojego wychowanka.

Za półtorej roku będę nauczycielką. Moją specjalnością będzie edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna. Teraz mam w ramach programu studiów praktyki w szkole i przedszkolu.

Już nawet czteroletnie dziecko, chociaż nie wie co to jest szacunek, czuje czy wychowawca traktuje je poważnie i z życzliwością, czy lekceważy i przebywa z nim z przymusu bo tak musi być wymagając jednocześnie od przedszkolaka niemal psiego uwielbienia, bo mu się to należy z racji zajmowanej przez niego pozycji w grupie.

Sama w swojej jakby nie patrz…