Posty

Co ja pakuję?!

Dzisiaj wyjeżdżam na 8 tygodni do Holandii i w poniedziałek zaczynam pracę przy serze w okolicy Utrechtu- nie jest to praca moich marzeń, ale zależało mi na tym, żeby wyjechać jak najszybciej, wiadomo każdy tydzień obsuwy to dla mnie mniejszy zarobek. A zanim wyjadę pokażę Wam co zabieram ze sobą. Możecie potraktować to jako taki mini poradnik, bo w tym roku szykując się na wyjazd brałam pod uwagę zeszłoroczne doświadczenia :D DOKUMENTY Bez DOWODU OSOBISTEGO, nie macie po co ruszać się z kraju. Watro też będąc w Polsce założyć sobie KONTO WALUTOWE- ja mam w Banku Millennium, w którym mam też konto złotówkowe. W zeszłym roku pojechałam tylko z kontem w złotówkach i naprawdę sporo straciłam na przewalutowaniu, nie tylko przy otrzymywaniu wynagrodzenia, ale i przy płaceniu kartą w sklepach. I przy zakładaniu konta walutowego pamiętajcie o karcie płatniczej. Niestety w Kraju Wiatraków  będziecie mieć duży problem z używaniem popularnej w Polsce karty V…

W kartonie

Obraz
Jestem już oficjalnie pedagogiem z wykształcenia! W poniedziałek miałam obronę mojej pracy licencjackiej i obroniłam się na czwóreczkę! Dawno nie byłam z siebie aż taka dumna. I to znaczy, że nieubłaganie kończy się etap mojego życia związany z Elblągiem. Bo kiedy w poniedziałek odbiorę z dziekanatu zaświadczenie o ukończeniu studiów to prawdopodobnie nieprędko tam wrócę (nie, nie będę osobiście mogła odebrać dyplomu- zrobi to za mnie moja mama). Ostatnie 2 miesiące były czasem intensywnego załatwiania wszystkich możliwych (i tych niemożliwych też 😉) spraw. Dawno nie miałam tyle biegania po wszelkiego rodzaju instytucjach i urzędach, od banków począwszy, przez ARiMR skończywszy na notariuszu. Ale oprócz jednego papieru z uczelni (żebym mogła zacząć od października studia na innej uczelni) właściwie wszystko już mam załatwione i przyklepane. No dobra, nie wszystko. Została mi jeszcze jedna Niezałatwiona Sprawa, ale to jest coś czego naprawdę nie mam siły ruszać. Nie chodzi tu nawe…

Bawię się świetnie...

...czyli krótka lekcja jak podnieść poziom zadowolenia z życia i zmniejszyć ilość życiowych rozczarowań.

Jeśli jest coś na czym Ci zależy nie nastawiaj się na to
Sama się przekonałam, że jeśli mocno mi zależy na czymś to z pewnością coś nie wypali. Nawet jeśli nie zawali się cały plan to coś pójdzie nie tak.Umiesz liczyć- licz na siebie.
Prawda stara jak świat, niby ją znam od zawsze, ale jej sedno za każdy razem jak coś się zawali dociera do mnie od nowa. I jeszcze raz... i kolejnyBądź egoistą!
Dawka zdrowego egoizmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. I żeby nie było- nie namawiam tu do zostania narcyzem, co to to nie, ale postaw się w centrum choć raz na jakiś czas bądź sam dla siebie najważniejszy, najlepszy najwspanialszy. I choć trudno w to uwierzyć patrząc na mnie wciąż się tego uczę. Z powodu czegoś co nazywam na swój prywatny użytek "moim małym borderline" moja samoocena jest ogólnie niska dość, a w momentach kryzysowych spada do poziomu -nieskończoność do sześcianu. …

Niby-nóżka niby-mózg

Ostatnio strasznie (jak to ja) na narzekałam. Ale nie będę się z tego co napisałam wycofywać, bo jest jak jest.
Ostatnio jednak nastrój mi się ździebko podniósł i tego się trzymajmy.
Właśnie wracam z ostatniego w tej sesji egzaminu i tak sobie o amebach myślę... i o tym jak bardzo niektórzy ludzie są do nich mentalnie podobni.
Ludzie, którzy powinni już choćby z racji stażu życia mieć jakieś pojęcie o tym, że świat składa się nie tylko z bliskich i znajomych królika, ale i z całej rzeszy innych ludzi z którymi chce się czy nie trzeba współżyć w społeczeństwie, często zachowują się jak cholerni królowie świata. Nie ważne zasady wychowania, nie ważne ogólne zasady współżycia społecznego, o przepisach prawa nie wspominając. 
Ja zawsze staram się nikomu nie przeszkadzać i nie wadzić. I wymagam od innych tylko tego samego.
Czy takie trudne jest przestrzeganie najogólniejszych zasad?
Naprawdę?

Nastała noc...

Mam w sobie wiele żalu i frustracji.
Czuję, że coś wymyka mi się z rąk.Okazuje, że fakty, które brałam za pewnik wcale takie nie są i mam wrażenie, że wszyscy o tym wokół wiedzą, tylko ja trwam w jakiejś dziwnej przestrzeni do której docierają tylko od przypadku do przypadku jakieś okruchy rzeczywistości. Czuję się jakby wykluczona poza nawias "życia społecznego", może trochę i jest w tym mojej winy, bo jakoś nie mam zacięcia aktywisty, ale z drugiej strony mam tak, że nie lubię się narzucać i pchać na krzywy ryj tam gdzie nikomu mnie nie brakuje, I wynikiem tego jak widać jest, to że z dnia na dzień coraz bardziej się wycofuję... niezauważalnie i powoli, ale konsekwentnie umykam. Nie jestem osobą, którą łatwo zrozumieć, mam tego świadomość. Wiem, też, że uchodzę często za osobę dość chłodną i wycofaną. I taka jestem. W jakimś stopniu to jest mój wybór, ale też nie do końca. A dlaczego? To pozwala unikać mi kolejnych rozczarowań, które zwłaszcza ostatnimi czasy są dużym frag…

A świstak siedzi...

Ach! Jak dawno mnie tu nie było... od kwietnia jakoś? Długo,
A w tym czasie tyle się przecież wydarzyło.
Ale po kolei streszczę Wam co u mnie.
1. Był czas, że myślałam, że poznałam Kogoś... wiecie jak to jest... no i skończyło się na tym, że mi się wydawało. A uświadomiłam to sobie w momencie, kiedy nie mogłam sobie przypomnieć jak On ma na imię. Przykre... albo i nie!
2. Ten, o którym pisałam wiosną, dalej (chyba niestety) jest. I w sumie chciałabym to zakończyć, ale brakuje mi odwagi i pomysłu jak to zrobić w delikatny, ale i stanowczy sposób... chyba w końcu wykorzystam TĄ piosenkę.
3. Kawałek lipca i cały sierpień spędziłam w Niderlandach. Na totalnym zadupiu.  I cóż że było ono dość urocze, skoro w mieszkaniu dostałam alergii na pleśń i wilgoć, do pracy (a niech tą fabrykę kanapek piekło pochłonie) miałam 2,5 km piechotą (niezależnie od pogody)  a najbliższy sklep był w niemieckim Gronau (Westfalia) ponad 3,5 km od domu i to w przeciwną stronę niż Losser, w którym pracowałam (tam…

Miliony planów, setki marzeń...

Obraz
Czekałam na ten moment od koncertu w Teatrze Syrena gdy pierwszy raz usłyszałam "Niebezpiecznie piękny świt"... i po dwóch latach NARESZCIE dostałam w swoje ręce piątą płytę PLATEAU. Co prawda premiery jeszcze nie było (premiera będzie pojutrze- 01.04, ale nie mogłam się powstrzymać). Jak tylko się dowiedziałam, że można album kupić w przedsprzedaży i to jeszcze z autografami to sprawą oczywistą było, że MUSZĘ go mieć. No i dzisiaj (a właściwie wczoraj) odebrałam go od A. bo zamawiałyśmy razem.

Płyta nosi tytuł "W związku z Tobą". I świetnie ten tytuł do niej pasuje

Na płycie znajduje się 11 utworów. Dziesięć z nich to autorskie utwory  zespołu, a jeden jest prezentem od Marka Jackowskiego, który był aż do swojej śmierci częstym  gościem na koncertach z cyklu "Projekt Grechuta".


Cała płyta ma bardzo liryczny charakter, zwłaszcza w porównaniu do poprzednich albumów. Gdybym miała określić ją jednym słowem to byłoby to "WYJĄTKOWA".  Nie tylko dlate…